Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez glutenu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez glutenu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 września 2020

Ekspresowe ciasteczka bananowo-czekoladowe z masłem orzechowym

Uwielbiam przepisy tego typu- 4 składniki, wykonanie wraz z pieczeniem zajmuje 20 minut. Na dodatek zero niezdrowych składników. Brak cukru, glutenu, jajek, mleka, masła oraz oleju.W składzie wszystko co lubię, czyli banany, masło orzechowe, kakao i trochę gorzkiej czekolady. Receptura warta wypróbowania, choć ostrzegam że wygląd ciastek u niektórych wywołuje mało smaczne skojarzenia😉💩 ale dotyczy to jedynie strony wizualnej. Jako dietetyk przywykłam do rozmów o 💩💩💩, więc skojarzenia tego typu prowadzą często do jakiejś głębszej dyskusji😉

Jeśli chcecie poznać wartość odżywczą ciasteczek zapraszam TUTAJ.

Na mojej stronie czeka na Was również przykładowy wegetariański jadłospis redukcyjny z uwzględnieniem poniższego przepisu. Jeśli chcesz poznać swoje indywidualne zapotrzebowanie energetyczne kliknij TUTAJ.


Składniki:

  • 3 bardzo dojrzałe banany
  • 1/2 szklanki masła orzechowego
  • 1/2 szklanki kakao
  • 2 paski pokruszonej gorzkiej czekolady

 Sposób wykonania:

  1. Banany, masło orzechowe oraz kakao umieść w malakserze albo blenderze. Wszystkie składniki zmiksuj na gładką masę.
  2. Dodaj pokruszoną czekoladę i delikatnie wymieszaj.
  3. Masę wykładaj za pomocą łyżki na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. U mnie powstało 9 ciastek.
  4. Piecz w 180C przez około 10 minut.
  5. Wystudź przed podaniem.

Przepis wraz z wartościami odżywczymi oraz przykładowym jadłospisem redukcyjnym znajdziesz TUTAJ.


Jeśli chcesz schudnąć, bądź cierpisz na chorobę dietozależną, potrzebujesz diety eliminacyjnej, ale nie wiesz jak się za nią zabrać, by dostarczyć sobie wszelkich niezbędnych dla zdrowia składników-zapraszam na moją stronę https://dietetycznarownowaga.com/

Artykuły które mogą Cię zainteresować:

Związek między snem a odchudzaniem. Co robić by lepiej sypiać? 

Jak skutecznie schudnąć? 

Jak obliczyć dzienne zapotrzebowanie energetyczne? 


Dieta długowieczności. 

Dieta dietetyka. 

Aktywna godzina dla siebie. 

Jak wytrwać na diecie. 



poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Niskotłuszczowy wegański pasztet z czerwonej soczewicy

 Coraz ciężej przychodzi mi pisanie postów na bloga i jakakolwiek aktywność w mediach społecznościowych, z których od dawna pozostał mi tylko instagram. Nie wiem jak ludzie potrafią być aktywni na facebooku, instagramie, twitterze i tik toku? Kiedy taka osoba żyje w realnym świecie? Zgadzam się również ze słowami Billa Gates'a, że pandemia plus social media, to bardzo zła kombinacja. Przyznam, że marzy mi się jeszcze większa ucieczka od społeczeństwa i całego tego chorego systemu, od którego skutecznie oddalam się od lat. Ok, a teraz mam ochotę skończyć tego posta i oddalić się ok komputera, więc będzie o pasztecie ...

Po powrocie do kraju wznowiłam ,,produkcję" pasztetów. Od kwietnia co najmniej raz w tygodniu pojawia się na naszym stole wytwór z soczewicy i warzyw. Znudzona pasztetami z dodatkiem kaszy jaglanej i masy oleju, postanowiłam wymyślić coś nowego. Coś lekkiego i koniecznie z warzywami. Przyznam też, że drażniło mnie przygotowanie składników. Gotowanie kaszy i soczewicy w osobnym garnku, podsmażanie cebuli itd. Postanowiłam więc stworzyć pasztet jednogarnkowy, maksymalnie uproszczony i zdrowy. Czasem dodaję do niego łyżkę albo dwie masła orzechowego, żeby nieco wzbogacić smak. Niemal za każdym razem używam innych warzyw. Generalnie robię go ,,na czuja" i  niczego nie odmierzam, ale wiem, że sporo osób potrzebuje jasnych instrukcji w kuchni, więc najlepiej jak potrafiłam oszacowałam to co wrzucam do gara;)

 

Składniki (13 porcji):

•1 i1/3 szklanki czerwonej soczewicy

•marchewka

•1/3 pora (albo 2 łodygi selera naciowego, kawałek batata, kawałek cukinii, bądź dodatkowa marchewka)

•cebula

•3-4 ząbki czosnku

•3-4 łyżki mielonego siemienia lnianego

•2-3 łyżki sosu sojowego

•1,5 łyżeczki przyprawy curry

•0,5 łyżeczki kuminu

•szczypta ostrej papryki

•pieprz, sól do smaku 

•1 i 3/4 szklanki wody

(Pasztet nie zawiera jajek wiec możecie go próbować i doprawiać przed włożeniem do piekarnika)

Sposób wykonania:

  1. Soczewice wypłucz, warzywa pokrój, marchew zetrzyj na grubej tarce( jeśli używasz batata albo cukinii też je utrzyj).
  2. Wszystkie składniki (z wyjątkiem siemienia lnianego) włóż do garnka i zalej wodą.
  3. Gotuj pod przykryciem około 15-20 minut. Aż warzywa i soczewica wchłoną wodę.
  4. Dodaj mielony len i zamieszaj. Jeśli masa jest zbyt rzadka, dodaj więcej siemienia lnianego.
  5. Masę przełóż do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.  
  6. Zapiekaj 40-45 minut w temperaturze 180C.
  7. Przed wyjęciem pasztet powinien leżeć w formie najlepiej kilka godzin.

Składniki odżywcze w 1 porcji:

85 kcal

5,6g białka

1,7g tłuszczu 

12,8g węglowodanów

  

Jeśli chcesz schudnąć, bądź cierpisz na chorobę dietozależną, potrzebujesz diety eliminacyjnej, ale nie wiesz jak się za nią zabrać, by dostarczyć sobie wszelkich niezbędnych dla zdrowia składników-zapraszam na moją stronę https://dietetycznarownowaga.com/

Artykuły które mogą Cię zainteresować:

Związek między snem a odchudzaniem. Co robić by lepiej sypiać? 

Jak skutecznie schudnąć? 

Jak obliczyć dzienne zapotrzebowanie energetyczne? 

Dieta długowieczności. 

Dieta dietetyka. 

Aktywna godzina dla siebie. 

Jak wytrwać na diecie. 

 

środa, 5 sierpnia 2020

,,Ryż" z kalafiora i lipiec bez plastiku cd.

Dzisiaj bardzo prosty i szybki przepis. Ubogi w kalorie, bogaty w składniki odżywcze. Dla wyznawców wszelkich ,,izmów'' i dla tych co unikają plastiku. Ale zanim do niego przejdę, zdam sprawozdanie z poprzedniego miesiąca.
Lipiec bez plastiku dobiegł końca, był świetną okazją by przyjrzeć się swoim nawykom. Jak przyznałam w poprzednim poście, w moje życie coraz częściej zaczęły się wkradać tworzywa sztuczne. Coroczna akcja zmobilizowała mnie do wzięcia pod lupę własnych działań. Czasem wyobrażenia o tym jacy jesteśmy i co robimy mijają się z rzeczywistością. Dzięki analizie i samoświadomości możemy wiele zmienić (jeśli tylko tego chcemy). Choć bez działania i przełamywania własnych słabości i niechęci- niewiele wskóramy. Bo owszem, unikanie tego co inni uważają za normę, bycie innym, wymaga nieco odwagi, otwartości, pracy i poczucia humoru.
Dzięki lipcowej akcji dostrzegłam w jak wielu dziedzinach ,,kuleję", choć staram się robić wiele, to jednak do perfekcji nadal daleko. Niemniej jednak pozwolę sobie sparafrazować Anne-Marie Bonneau ,,nie chodzi o to aby garstka ludzi była perfekcjonistami ,,zero waste", chodzi o to by miliony ludzi robiło to w sposób odbiegający od ideału". Zdaję sobie również sprawę, że bez odgórnych nakazów, kar, dotacji nie posuniemy się do przodu. Jako społeczeństwo potrzebujemy przysłowiowego bata albo nagrody żeby nam się chciało...pomyśleć...nie wspomnę już o działaniu.
Gdyby większość z nas zrezygnowała z tych cholernych plastikowych siat (bo jednak na targach i w sklepach cienkie foliówki na owoce i warzywa nadal ,,pączkują"), zastąpiła wodę z plastiku kranówką, porzuciła przetworzone żarcie, to byłby duży postęp. Z drugiej strony gdy słyszę ile ton śmieci nasze cudowne społeczeństwo wywozi do lasu, jak potężne kary trzeba nakładać, żeby ludzie przestali wrzucać do pieca przypadkowy syf, to czarno widzę naszą przyszłość.
Jeśli chodzi o mnie, zaczęłam ambitnie, szczególnie w...łazience...bo tam mam największy problem z zastąpieniem produktów występujących w plastiku. Szybko jednak zeszłam na ziemię, bo mycie zębów sodą oczyszczoną i bambusową szczoteczką, to nie moja bajka. Powróciłam do szczoteczki elektrycznej z ekopastą, czyli plastik z plastikiem:( Odkryłam jednak nowe produkty firmy Jordan: nitkę do zębów w kartoniku, szczoteczkę do zębów z recyclingu opakowaną w tekturę, oraz pastę do zębów bez zbędnego papierowego opakowania. Czyli jest jednak jakiś sukces:)
Balsam do ciała zastąpiłam olejem kokosowym, choć i tak przez większość dni nie używałam niczego, ale było to możliwe jedynie dzięki temu, że mamy lato i wysoką wilgotność. Zużycie kremu do twarzy też było minimalne, a z makijażu niemal zrezygnowałam, bo praca z domu, albo jej brak sprawia, że mam niewielki kontakt z ludźmi.
Mydła w płynie ogólnie nie używam nigdy, więc tutaj nie było co eliminować. Do mycia twarzy mam specjalną myjkę, która świetnie oczyszcza i usuwa makijaż nawet bez użycia mydła.
Włosy...i tutaj było raz lepiej raz gorzej, bo szampon w kostce nie sprawdzał się za każdym razem, więc stosowałam go zamiennie ze zwykłym szamponem. To samo dotyczyło odżywki, używałam jej na zmianę z płukanką cytrynowo-octową (sok z cytryny+ocet jabłkowy+woda).
Do depilacji od lat używam depilatora, którego wszystkim serdecznie polecam. Z malowania paznokci zupełnie w tym roku zrezygnowałam. Dezodorant od lat robię sama z sody oczyszczonej, skrobi, oleju kokosowego i olejku eterycznego. Tak w telegraficznym skrócie wyglądała łazienka.
Kuchnia jest dla mnie zdecydowanie łatwiejszym obszarem do ogarnięcia. Foliówki wyeliminowałam dawno temu, wielorazowe siateczki na owoce i warzywa można znaleźć w coraz większej ilości sklepów. Są między innymi w Lidlu i Auchan, można je również wykonać samemu np. ze starych firanek. Fasole, kasze, suszone owoce, orzechy kupuję na wagę do papierowych torebek w sklepie Delikatesy Zdrowo. Jedynymi ,,problemowymi'' produktami w mojej kuchni są wafle ryżowe (które powinnam przestać jeść!), mleka roślinne w kartonach, tofu, kawa oraz sporadycznie jogurty roślinne.
W lipcu starałam się unikać tych produktów robiąc samodzielnie mleko z migdałów, piekąc chleb, unikając tofu oraz jogurtów.
Ubrań, które w dużej mierze zawierają plastik, od ośmiu miesięcy nie kupuję. I mam nadzieję na ubraniowym detoksie wytrwać najdłużej jak tylko mogę!
Redukcję plastiku i ,,ekożycie" zamierzam kontynuować, bo widzę w tym same pozytywne aspekty.
A teraz wreszcie pora na przepis:)


Składniki:
  • kalafior
  • czosnek
  • łyżka oleju
  • sól, pieprz



Sposób wykonania:
  1. Umytego kalafiora pokrój na części, dodaj ząbek czosnku i wrzuć do malaksera (jeśli robisz całą główkę kalafiora, rozdrabniaj go partiami)
  2. Metodą pulsacyjną rozdrabniaj kalafiora, tak długo, aż zacznie przypominać ryż.
  3. Na patelni rozgrzej olej.
  4. Podsmażaj z datkiem soli i pieprzu przez kilka minut.
Na zdjęciu powyżej ,,ryż" z kalafiora z dodatkiem potrawki z ciecierzycy. Przepis znajdziesz TUTAJ.
Jeśli potrzebujesz konsultacji dietetycznej, pomocy w zbilansowaniu wegańskiego, wegetariańskiego, eliminacyjnego, bądź tradycyjnego jadłospisu. Borykasz się z nadwagą albo schorzeniem dietozależnym zapraszam na moją stronę https://dietetycznarownowaga.com/




środa, 8 lipca 2020

Granola bez cukru, oleju i plastiku. Przepis zero waste.

U mnie trwa tydzień bez plastiku, do którego zachęciła mnie coroczna akacja #plasticfreejuly. Właściwie powinnam zrezygnować z tworzyw sztucznych na cały miesiąc, ale zaczynam od tygodnia i zobaczę jak się sprawy potoczą.
Jakoś ostatnio mam wrażenie, że plastik i w ogóle śmieci pojawiają się moim koszu coraz częściej. Nie podoba mi się zaistniała sytuacja, dlatego szukam motywacji, żeby ją zmienić. Bo przecież w teorii każdy z nas wie, że plastik jest zły. Zaśmieca każdy zakątek kuli ziemskiej, niebawem w oceanach będzie go więcej niż ryb, przetwarza się jego znikomy procent, a reszta (czyli jakieś 90% ) zostaje dla przyszłych pokoleń. Nie wierzcie w bajkę o recyklingu i w to, że tworzywa sztuczne są bezpieczne dla zdrowia.
Wiem, że unikanie plastiku jest w obecnych czasach bardzo trudne, ale warto robić tyle ile możemy by zredukować jego obecność  w naszym życiu. Nie warto dążyć tu do perfekcji za wszelką cenę, bo to zazwyczaj prowadzi do zniechęcenia. Zaczynajmy od podstaw tj. własna torba na zakupy, filtrowana woda, kawa do własnego kubka, albo picie jej na miejscu, materiałowe ręczniki kuchenne zamiast papierowych, kupowanie rzeczy na wagę. Tego rodzaju działania są nie tylko proekologiczne, pomagają nam również zaoszczędzić pieniądze. W USA w wielu sklepach przyniesienie własnych siatek równa się kilku-centowa zniżka, to samo dotyczy własnego kubka na kawę. W Stanach niestety nadal królują plastikowe siaty, a jednorazowe kubki to prawdziwa zmora. Niestety Amerykanom brakuje kultury picia kawy, łapią byle jaką lurę w biegu i wypijają ją jadąc autem. Smutne. I my też coraz częściej popadamy w tą pułapkę. Wracając do oszczędności- woda w butelkach, to nie tylko tragedia dla środowiska, ale i dla twojego portfela. Filtrując wodę możesz zaoszczędzić około 550 zł rocznie (na osobę). Nie zapominając o siatce na zakupy, też oszczędzasz parę złotych. To samo dotyczy ręczników papierowych bez których na prawdę można się obejść.
Dbać o środowisko można na wiele sposobów, ważne żeby zacząć i metodą małych kroków iść do przodu. O moich zmaganiach z plastikiem napiszę po zakończeniu wyzwania, a dzisiaj dzielę się przepisem na granolę w duchu zero waste. Do granoli użyłam bananów (skórki kończą swój żywot na kompoście), płatków owsianych na wagę do papierowej torebki, którą używam ponownie, a później również kompostuję, masła orzechowego w słoiku, który służy mi później do przetworów.


Składniki:
  • 3 szklanki płatków owsianych
  • 2 bardzo dojrzałe banany
  • 3-4 łyżki masła orzechowego albo tahini
Sposób wykonania:
  1. Banany rozgnieć i połącz z masłem orzechowym.
  2. Dodaj płatki owsiane i dokładnie wymieszaj.
  3. Granolę rozprowadź równomiernie na blasze pokrytej papierem do pieczenia.
  4. Piecz w 175C przez około 30 minut. Co 10 minut mieszaj i sprawdzaj czy granola się nie przypala.
  5. Po wystudzeniu przechowuj granolę w szczelnie zamkniętym pojemniku do 2 tygodni.
  6. Granolę można pomieszać z dowolnymi ulubionymi dodatkami tj. orzechy, suszone owoce, wiórki kokosowe.


Jeśli potrzebujesz schudnąć, przytyć, bądź zmienić swoje nawyki żywieniowe. Cierpisz na schorzenie dietozależne i nie wiesz jak prawidłowo zbilansować jadłospis, który pomoże odzyskać zdrowie, odwiedź moja stronę



piątek, 3 lipca 2020

Salsa z mango i czarnej fasoli

Dzisiaj przepis, który wyniknął z...podarowanego mango. Przyszło lato, więc staram się jeść jak najbardziej sezonowo i lokalnie. Mango dostałam, więc nie będę roztrząsać jego pochodzenia;)  Po niemal dwóch latach spędzonych za oceanem, ponownie odkrywam smaki wielu owoców i warzyw. Jak niepoczytalna niemal osoba ekscytuję się pomidorami, ogórkami, kalarepą. Potrafię wciągnąć kilogram bobu i nadal mam ochotę na dokładkę 😱 A polskie truskawki zasługują na medal, nie tylko z powodu smaku, ale także tradycji sprzedawania ich w zwrotnych kobiałkach. Mam nadzieję, że nigdy nie zrezygnujemy z tego rewelacyjnego zwyczaju. I że będziemy kultywować sezonowość.
Coraz częściej dostrzegam amerykańskie absurdy. Te zasypane pięknie wyeksponowanymi, tanimi   warzywami i owocami sklepy, a w nich otyłe i schorowane społeczeństwo z wózkami przepełnionymi przetworzonym jedzeniem. Dla porównania Polska ze sklepami zapchanymi glutenem, mięchem i alkoholem, z warzywnym ,,kącikiem'' wielkości znaczka pocztowego, wygląda przy USA jak zagłodzona baletnica na lekkim rauszu. Może naszą tancerkę ratuje owa sezonowość, horrendalne ceny jedzenia i mniejszy wybór przetworzonego g***a ...
...wracając do przepisu...jak wcześniej napisałam, salsa powstała tylko dlatego, że dostałam mango, w spiżarce leżała puszka czarnej fasoli, w moim ogródku rośnie kolendra (bo ją uwielbiam), czerwoną cebulę i paprykę mam niemal zawsze. Oliwy nie miałam więc ją pominęłam, limonkę zastąpiłam sokiem z cytryny. Was też do tego zachęcam. Jeśli czegoś nie masz, albo nie lubisz postaraj się zastąpić to innym składnikiem.


Składniki:
  • puszka czarnej fasoli
  • dojrzałe mango
  • pół czerwonej papryki
  • pół czerwonej cebuli
  • kolendra
  • sok z limonki
  • sól
  • szczypta ostrej papryki
  • łyżeczka oliwy z oliwek
Sposób wykonania:

Fasolę odsącz i przepłucz. Mango oraz warzywa pokrój i dodaj fasoli. Całość zmieszaj z dodatkiem przypraw, soku z limonki i oliwy.

Jeśli chcesz schudną, przytyć, cierpisz na schorzenie dietozależne, nietolerancje pokarmowe. Potrzebujesz konsultacji, programu odchudzającego, czy właściwie  zbilansowanego jadłospisu. Zapraszam na moją stronę.


środa, 28 sierpnia 2019

Wegańskie batoniki z masłem orzechowym na bazie masła kakowego.

Od czterech miesięcy obiecuję sobie, że wreszcie zajmę się tą przestrzenią. Rezygnując z drugiego etatu miałam bardzo ambitne plany, które niestety spełzły na niczym. Pora zacząć wprowadzać zmiany, bo ta inercja w czynnościach, które niegdyś sprawiały mi przyjemność, jest przygnębiająca. Moje wolne od pracy dni, pochłania mdląca codzienność i wieczorem łapię się na tym, że pytam samą siebie ,,co ja dzisiaj zrobiłam?" Odpowiedź jest zazwyczaj ta sama- zakupy, ogarnięcie mieszkania, pranie, załatwianie jakiś mniejszych, bądź większych spraw, telefony do Polski...bla, bla, bla...ucieczka przed robieniem czegoś co wykracza poza strefę komfortu. Bo prowadzenie bloga wymaga jednak wyjścia ze skorupy, narażania się na ocenę i krytykę osób, które siedzą za bezpiecznym murem ekranu komputera, bądź na obojętność i zaginięcie pośród bardziej poczytnych stron. Dlatego chyba warto pisać głównie dla siebie, bo według mnie każda forma ekspresji w jakiś sposób wzbogaca nasze życie, przynosi satysfakcję.
Dzisiejszy przepis, można zaliczyć do cyklu-wykorzystuję produkty zalegające w szafkach. Choć przyznam, że rzeczy takich nie ma w naszym mikro-mieszkaniu wiele. Mała przestrzeń wymusza rozwagę, którą swoją drogą mam chyba zakodowaną w genach. Tym razem padło na masło kakaowe, które w keto-szale zakupił mój małżonek. Pierwszy deser na bazie masła kakaowego okazał się tłustą porażką. Później rozważałam wyprodukowanie zerowast'owego balsamu na bazie tego składnika, ale ostatecznie zrezygnowałam, gdyż obecnie nie posiadam ręcznego miksera, który przydaje się w tworzeniu tego typu wynalazków. 
Ostrzegam, że poniższy przepis jest wysoce freestylowy, choć inspiracja była bardzo profesjonalna;) Jeśli nie chcecie ryzykować odsyłam TUTAJ. W moim przypadku chodziło o wykorzystanie resztek produktów, do czego gorąco zachęcam. Uważam, że kupowanie dość drogiego masła kakaowego tylko po to, żeby zrobić jeden deser, nie ma najmniejszego sensu. Wychodzę z założenia, że przepisy są jedynie bazą, nie trzeba ich ściśle przestrzegać.


Składniki:
  • 1/4 szklanki masła kakaowego
  • 3/4 szklanki masła orzechowego
  • 1/4 syropu klonowego
  • 1/3 szklanki mąki kokosowej
  • trochę mleka roślinnego
  • pasek gorzkiej czekolady (dekoracja)
  • łyżka posiekanych orzechów ziemnych (dekoracja)
Sposób wykonania:
  1. Masło kakaowe rozpuścić.
  2. Dodać masło orzechowe oraz syrop klonowy  i dokładnie wymieszać.
  3. Dodać mąkę kokosową i niewielką ilość mleka roślinnego. Połączyć wszystkie składniki. 
  4. Przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia, albo uformować z ciasta kulki.
  5. Polać roztopioną czekoladą i posypać orzeszkami ziemnymi.
  6. Wstawić do lodówki albo zamrażarki.

sobota, 1 czerwca 2019

Bułki z mąki migdałowej



Moja kolejna próba napisania posta po ponad 12 miesiącach nieobecności na blogu. Moje palce odzwyczaiły się od klawiatury laptopa, umysł od formułowania względnie spójnych zdań;) Chęć powrotu do tej zaniedbanej przestrzeni, to chyba desperacka próba wypełźnięcia ze stanu blah . Niekończąca się zima w Wietrznym Mieście, praca na dwa etaty i bezosobowość wynajętego mieszkania wprawiły mnie w stan zawieszenia i zniechęcenia. Nawet nadejście wiosny, porzucenie jednej z prac i zmiana mieszkania (na kolejnego korpo-potwora) nie przyniosły oczekiwanych zmian. Chwilowa euforia wywołana bieganiem w parku i większą ilością wolnego czasu –zgasła...i nastał dziwny czas. Czas refleksji, skąd to niezadowolenie ? Jakoś nie mogę znaleźć przyczyny, choć szukam i próbuję coś zmieniać. Wiem, że częściowo brakuje mi bycia choć trochę kreatywną. Przestałam pisać, robić zdjęcia, urządzać przestrzeń, w której się znajduję, a wiem że te wszystkie czynności mają zbawienny wpływ na moją psychikę. I wiem, że potrzebuję wakacji. Specyficznych wakacji, nie jakiegoś leżenia na plaży pod palmą i sączenia mdlącego drinka. Nie chcę tej sensoryczno-mentalnej all inclusive nudy. Tęsknię za byciem w drodze, za pięknem gór, kanionów, pustyni, za fizycznym zmęczeniem podróżnika, za stanem w którym liczy się tylko tu i teraz, w którym ważne jest  jedynie przemieszczanie, podziwianie, zaspokojenie głodu i pragnienia, znalezienie miejsca do spania i odpoczynku.
Na ucieczkę od cywilizacji muszę jeszcze chwilę poczekać, w międzyczasie postaram się wygrzebywać z marazmu w inny sposób. Choćby przy pomocy tego bloga, pozostawiając  tutaj kulinarny ślad. Niestety moja obecna kuchnia to jakiś koszmar wielkości znaczka pocztowego, idealna do zrobienia kawy i zmiksowania drinka. Przyznam, że gotowanie w niej nieco mnie frustruje i sprawia, że wypluwam z siebie ponadprogramowe przekleństwa.  Dlatego rozpoczynam przepisem zrealizowanym w poprzedniej kuchni, w której taniec z garami był zdecydowanie prostszy i przyjemniejszy. 
Nie będę ukrywać- zwlekałam ze zrobieniem tych bułek, bo wymagają one sporo składników, których nie posiadałam w swojej skromnej kuchni- patrz mąka migdałowa (która nawet w USA nie należy do najtańszych produktów), mąka kokosowa (której nie lubię), babka płesznik (której nie potrzebuję, bo nie cierpię na zaparcia;)), ocet jabłkowy (którego zapach i smak przyprawiają mnie o mdłości). Postanowiłam jednak zainwestować w powyższe produkty i od tego czasu przepis zrealizowałam wielokrotnie. 


Składniki:

  • 1 i 1/4 szklanki mąki migdałowej
  • 1/4 szklanki mąki kokosowej
  • 1/4 szklanki + 3 łyżki mielonej babki płesznik
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki proszku do piecznenia
  • 2 łyżeczki octu jabłkowego
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 szklanka ciepłej wody (ok. 40C)

 Sposób wykonania:

  1. W misce zmieszać suche składniki: mąkę migdałową, kokosową, babkę płesznik, proszek do pieczenia i sól.
  2. Dodać ocet, oliwę , wodę i dokładnie wymieszać. Z ciasta uformować kulę. 
  3. Odstawić na 10 minut.
  4. Ciasto podzielić na 6 części i zrobić z nich niewielkie bułeczki. Z ciasta można zrobić również bagietkę/chlebek (patrz zdjęcia poniżej).
  5. Bułeczki albo chlebek posmarować niewielką ilością wody, albo mleka roślinnego. Posypać dowolnymi nasionami.
  6. Piec około 40-45 minut w 180C. 



czwartek, 24 maja 2018

Wegański paprykarz z kaszy jaglanej


Blog zaniedbany na całego, ale kolejna życiowa rewolucja, która zbliża się milowymi krokami sprawia, że marudzenie na blogu i archiwizowanie przepisów zeszło na dalszy plan. 
Wygląda na to, że ,,czara goryczy'', którą stała się dla mnie Polska, została przelana. Zmaltretował mnie ten kraj do granic możliwości. Zamiast narzekać przez kolejny rok-uciekam od tego co włazi mi pod skórę. Nie wiem co przyniesie przyszłość i czy podjęta decyzja jest rozsądna, wiem jednak, że mam ochotę na zmianę. Pomimo obaw i wątpliwości chcę iść za głosem intuicji, zrobić coś irracjonalnego, wykraczającego poza schemat. Po prostu mam ochotę wyjść z pieprzonego pudełka.
Prawdę powiedziawszy wstęp miał dotyczyć czegoś zgoła innego, a mianowicie marnowania jedzenia. 
Choć z premedytacją unikam kolorowych kobiecych magazynów (tak samo jak telewizji i radia), raz na jakiś czas moja mama podrzuca mi ,,przeterminowaną'' gazetkę (jeśli uważa, że coś może mnie w niej zainteresować). Tym razem zajrzałam do znienawidzonego świata mediów aby przeczytać wywiad z Sylwią Macher autorką książki ,,Gotuję, nie marnuję". Rozmowa ta odkrywa bolesną prawdę o Polakach. Nieustannie narzekamy na brak pieniędzy, a jednocześnie wyrzucamy je bez zastanowienia. 
Wg statystyk wyrzucamy 4 kg jedzenia miesięcznie, w śmietniku ,,kończy żywot'' 30% naszych zakupów. 
Wraz ze sklepami wyrzucamy 9 mln ton jedzenia rocznie. 
Nie wiem czy w związku z tym mamy prawo do narzekania na ceny produktów, gdy miesięcznie wyrzucamy do śmietnika około 50 zł. Jak podkreśla Sylwia Machner w skali czteroosobowej rodziny wynosi to około 2500 zł rocznie. Doliczmy do tego wszystkie zakupione zbędne ciuchy i inne ,,pierdoły", które po przywiezieniu ze sklepu lądują w kącie, a uzbiera się kwota na przyzwoite wakacje.
Nie wiem czemu Polaków nadal dotyka ,,wilczy głód" zakupów. To chyba pustka egzystencjalna, która nie ma związku z pustą lodówka ani spiżarką. 
Niby borykamy się z otyłością i wiecznie pustym portfelem, tym czasem nasze zachowania totalnie temu przeczą. Może potrzebujemy narodowej terapii i zbiorowej sesji medytacji, żeby dostrzec absurdalność swoich działań. A może wystarczy mam odrobina autorefleksji i książka wyżej wymienionej autorki aby opamiętać się i zaoszczędzić trochę jedzenia oraz pieniędzy, których ponoć nieustannie nam brakuje. 
Poniższy przepis nie pochodzi z książki ,,Gotuję, nie marnuję". Natknęłam się na niego w drugiej książce Marty Dymek, której z premedytacją postanowiłam nie kupować...bo od czego mam znajomych i telefon z funkcją robienia zdjęć;) Przepis ten ,,przyszedł mi z pomocą'' w dniu, w którym moja lodówka świeciła pustkami. Choć bez niego też zapewne stworzyłabym coś ciekawego. Uważam, że brak jest podstawą wynalazków i twórczych działań, więc zamiast biec do sklepu po ,,niezbędne" składniki, spróbujmy ugotować coś z ,,niczego". Efekt może nas zaskoczyć.

Składniki:
  • 2 marchewki
  • 1/4 niewielkiego selera korzeniowego
  • 1 cebula
  • 2 liście laurowe
  • 2 ziarna ziela angielskiego
  • 2 ziarna czarnego pieprzu
  • trochę oleju do podsmażenia (można pominąć i udusić warzywa na wodzie)
  • 3 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 1 łyżeczka wędzonej papryki
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczka ostrej papryki
  • 1 łyżeczka sosu sojowego
  • 1/2 szklanki wody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej (1/4 szklanki suchej kaszy)
  • 1 łyżeczka pasty miso (można pominąć)
  • sól, pieprz do smaku

Sposób wykonania:
  1. Marchew oraz selera zetrzeć na grubej tarce, cebulę pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać olej lub wodę, dodać warzywa oraz liść laurowy, ziele angielskie i pieprz. Podsmażać kilka minut, ściągnąć z ognia, przyprawy wyrzucić.
  2. Do podsmażonych warzyw dodać koncentrat pomidorowy, sos sojowy, wszystkie rodzaje papryki, sól, pieprz oraz wodę. Dusić około 10 minut.
  3. Gotowe warzywa zmieszać z ugotowaną kaszą jaglaną oraz pastą miso. Doprawić do smaku.
  4. Przełożyć do słoika i przechowywać w lodówce do 10 dni.

Jeśli jesteś zainteresowana dietetyczną konsultacją online, borykasz się z chorobą dietozależną, albo nie wiesz jak prawidłowo zbilansować wegański, wegetariański bądź bezglutenowy jadłospis zajrzyj na moją stronę
https://dietetycznarownowaga.com/




czwartek, 19 kwietnia 2018

Owsianko-jabłkowe batony bez cukru i glutenu

Dwa i pół miesiąca diety bez cukru (w tym suszonych owoców), glutenu oraz alkoholu za mną. Żywieniowej rewolucji, która przywróciła mi energię i chęć do życia. Jeśli chcesz przeczytać więcej o zastosowanym przeze mnie protokole zapraszam TUTAJ.  
Mam nadzieję, że będę trwać przy wprowadzonych zmianach w nieskończoność, bo pozytywne rezultaty wręcz przeszły moje oczekiwania. 
Przez ponad dwa miesiące moje desery sprowadzały się do banana z masłem migdałowym bądź orzechowym albo placów z mielonych płatków owsianych, mleka roślinnego i banana. Postanowiłam jednak od czasu do czasu ,,dać sobie luz" i zrobić coś słodkiego na bazie daktyli albo innych suszonych owoców. I oczywiście zamierzam ,,uwieczniać" przepisy na tym blogu albo TUTAJ. 
Dzisiaj batony z płatków owsianych, jabłek i tahini.



Składniki:
  • 1 szklanka mąki owsianej (certyfikowanej bez glutenu)
  • 1 szklanka płatków owsianych (certyfikowanych bez glutenu)
  • 2 jabłka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 3/4 szklanki miękkich daktyli
  • 2/3 szklanki tahini
  • 3 łyżki nasion chia
  • 1/4 szklanki mleka roślinnego
 Sposób wykonania:
  1. W dużej misce zmieszaj mąkę, płatki owsiane, proszek do pieczenia i sól.
  2. Jabłka obierz i zetrzyj.
  3. Do malaksera albo blendera wrzuć daktyle, tahini, nasiona chia oraz mleko roślinne. Miksuj do uzyskania gładkiej konsystencji.
  4. Dodaj zblendowaną mieszankę oraz jabłka do suchych składników i dokładnie wszystko wymieszaj.
  5. Umieść masę w formie wyłożonej papierem do pieczenia.
  6. Piecz około 30 minut w temperaturze 175 stopni C.