sobota, 6 sierpnia 2016

Pieczony falafel i domowa wegańska śmietana

Zawsze miewam problemy z odmianą i liczbą mnogą słowa falafel. Dlatego staram się używać liczby pojedynczej i unikam odmiany tego słowa przez przypadki;) No ale ten post nie ma być o językowych meandrach, w których nieustannie się gubię, ale o prostej potrawie z ciecierzycy.
Nawet nie wiem dlaczego dopiero w tym roku rozpoczęłam domową ,,produkcję" tego przysmaku. Może z obawy przed powrotem mojego małżonka do konsumpcji mięsa zaczęłam ,,grzebać" w kuchniach świata wykraczających poza indyjską, chińską i meksykańską. Przyznam, że mam tendencje do częstego robienia curry w niedorzecznych ilościach i czasem trzeba mnie przywołać do porządku, gdy zbyt długo kulinarnie podróżuję po Indiach.
Żeby nie być nudną i przewidywalną w kwestii falafela (?!;)), czasem robię  z niego smażone kotleciki, innym razem kulki, które piekę.  W lecie zdecydowanie wolę pieczoną odmianę bo jest lżejsza i świetnie nadaje się jako dodatek do sałatki. Świetnym uzupełnieniem takiej sałatki jest dresing z domowej wegańskiej śmietany, którą odkryłam w tamtym roku na blogu mnimniu. Sprawdza się idealnie nie tylko do dzisiejszej potrawy, ale także do pieczonych zmieników czy innych warzyw z grilla. 



Składniki:

  • puszka ciecierzycy 
  • 1/3 szklanki posiekanej pietruszki albo kolendry
  • 2 zielone cebulki albo 1 żółta cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 2-3 łyżki ziaren sezamu
  • 1 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • szczypta mielonej kolendry
  • sól, pieprz
  • 3 łyżki mąki
  • łyżka oleju
 
Sposób wykonania:

  1. Wszystkie składanki z wyjątkiem mąki i oleju umieszczamy w malakserze albo blenderze.
  2. Miksujemy do czasu aż składniki połączą się w nieco kruchą masę.
  3. Dodajemy stopniowo mąkę i używając funkcji pulsacyjnej łączymy ją z pozostałymi składnikami.
  4. Z gotowej masy formujemy około 10-12 kulek i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
  5. Kuleczki smarujemy olejem za pomocą kuchennego pędzla.
  6. Pieczemy w temperaturze 200 stopni przez około 20 minut.
 
Dresing z domowej wegańskiej śmietany


Składniki:

Śmietana
  • 1/2 szklanki niesłodzonego mleka sojowego
  • 1/3 szklanki oleju o neutralnym smaku
  • 1/3 łyżeczki kwasku cytrynowego
  • łyżka ciepłej wody
  • sól
Sposób wykonania:
  1.  Kwasek cytrynowy rozpuszczamy w łyżce ciepłej wody.
  2. W blenderze umieszczamy mleko, kwasek cytrynowy i sól. Miksujemy do czasu, aż mleko zacznie się pienić.
  3. Wlewamy olej i blendujemy wszystko na najwyższych obrotach.
  4. Gotową śmietanę przelewamy do zamkniętego naczynia i przechowujemy w lodówce.
  5. Śmietana po włożeniu do lodówki dodatkowo zgęstnieje.
 Dresing 
  • 1/3 szklanki wegańskiej domowej śmietany
  • 1/2 łyżeczki koperku
  • 1/4 łyżeczki kuminu rzymskiego
  • sól i pieprz do smaku
 Składniki dresingu łączymy ze sobą i odstawiamy na kilka minut.

środa, 3 sierpnia 2016

Bezglutenowe brownie z ksylitolem


Mój cukrowy detoks miał się świetnie przez kilka dni. Dokładnie do czasu, kiedy wybierając się do znajomych upiekłam chocolate chip cookies. Co prawda ciastek nie tknęłam ale pozostałam z napoczętą paczką czekoladowych kropelek do pieczenia. Już wiem czemu tak rzadko kupowałam je w Stanach, bo po rozpoczęciu opakowania moja dłoń była nimi wypełniona dopóki torebka nie okazała się pusta. Tak jak alkoholik nie powinien trzymać w domu alkoholu, tak ja nie powinnam posiadać w kuchni zapasów czekolady. Takie praktyki grożą totalną katastrofą. No cóż, po paru dniach cukrowej wstrzemięźliwości, poszłam po czekoladowej bandzie i kolejny raz muszę z wysiłkiem powracać na pozbawioną słodyczy drogę.  
Żeby w alternatywny sposób osłodzić swoje nowe, ,,pełne goryczy" życie;) postanowiłam zaopatrzyć się w ksylitol, czyli cukier brzozowy. Może to pewnego rodzaju oszustwo z mojej strony, może chęć złagodzenia nieznośnego dla mnie okresu przejściowego i myśli, że oto moje dni stają się gorzkie i nudne. Wizja samotnej czarnej kawy wypijanej dzień po dniu bez towarzystwa czegoś słodkiego napawa mnie głębokim smutkiem. 
Na jakiś czas daję ksylitolowi zielone światło, bo odkryłam że jego słodycz nie wywołuje u mnie niekontrolowanych odruchów, czyli sięgania po czwarty kawałek ciasta, albo nieustannego myślenia o zjedzeniu czegoś słodkiego. Z moich poszukiwań informacji na temat cukru brzozowego wynika, iż jest on świetną alternatywą choćby dlatego, że nie przyczynia się do tworzenia próchnicy, ma działanie antybakteryjne, jest przyjazny przy nadkwasocie żołądka, alergii i astmie. Jedyne z czym trzeba uważać, to ze stopniowym przyzwyczajaniem do niego organizmu, należy dać mu czas na wytworzenie trawiącego go enzymu. Najlepiej więc zaczynać od łyżeczki dziennie. Może warto też na tej łyżeczce skończyć. 
Ja postanowiłam potraktować ksylitol jako koło ratunkowe. Używać go wtedy gdy naprawdę czuję, że nie zwalczę cukrowej pokusy. Pierwszy eksperyment za mną. Na stronie Anny Lewandowskiej znalazłam ciekawy przepis na brownie. Oryginalna receptura zawiera cukier kokosowy, ja użyłam ksylitolu i zmniejszyłam nieco jego ilość. Ciasto i tak wyszło słodkie. Uważam, że przepis ten jest świetną ,,bazą", którą można modyfikować na wiele sposobów. Zdecydowanie brownie godne polecenia, zjadłam kawałek i nie czuję ,,cukrowej gorączki";) 
Oby tak dalej:)

Składniki:

  • 2 duże dojrzałe banany
  • 3/4 szklanki mąki ryżowej
  • 3 łyżki kakao
  • 1/3 szklanki ksylitolu (cukru brzozowego)
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • 100 ml mleka roślinnego
  • ,,jajko" lniane (2 łyżki mielonego siemienia lnianego zmieszane z 6 łyżkami wody)
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • nasiona z połowy laski wanilii
 
Sposób wykonania:

  1. W malakserze umieść banany z ,,lnianym jajkiem", ksylolitem, mlekiem roślinnym i olejem kokosowym. Miksuj prze chwilę.
  2. Wsyp pozostałe składniki i miksuj do uzyskania gładkiej masy.
  3. Masę przelej do natłuszczonej albo wyłożonej papierem do pieczenia małej keksówki.
  4. Piecz przez 40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. 
Ciasto można zrobić bez urządzeń typu malakser. Wystarczy rozgnieść widelcem banany i połączyć je z resztą składników. 

 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Sezonowy koktajl z czarnych porzeczek

Czarna porzeczka przez wiele lat była całkowicie nieobecna w moim życiu. W USA był to ,,owoc zakazany" (w wielu stanach nadal obowiązuje zakaz uprawy czarnej porzeczki), co ma związek z chorobą, która przenoszona jest z krzewów porzeczek na drzewa iglaste.
Tak więc w Polsce nadrabiam zaległości w jedzeniu tychże owoców , bo lubię ich kwaskowaty smak i zdrowotne właściwości. Szklanka tych lekko cierpkich owoców o intensywnej barwie dostarcza 338% dziennego zapotrzebowania na witaminę C. Ponadto, zawarte w nich flawonoidy hamują rozwój toksycznych związków niebezpiecznych dla naszego organizmu. Substancje te wpływają na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi, stabilizują ciśnienie tętnicze, wiążą metale ciężkie, co jest niezwykle cenną właściwością w dzisiejszych czasach.
W porzeczkach odnajdziemy rutynę, która wspomaga wchłanianie witaminy C, uszczelnia naczynia krwionośne, co jest pomocne w zapobieganiu powstawania szpetnych pajączków i żylaków. Z kolei występująca w nich kwercetyna działa oczyszczająco na drogi moczowe, więc zapobiega uciążliwym infekcją gnębiących wiele kobiet.  Zawarty w nich antocyjanom ma działanie antybakteryjne,  potrafi skutecznie rozprawić się z bakteriami E.coli, które powodują dokuczliwe problemy żołądkowe. 
Te liczne pozytywne właściwości czarnych porzeczek powinny nas zachęcić do wykorzystania w pełni krótkiego sezonu na te zwykłe- niezwykłe owoce. Może warto zrobić porzeczkowe zapasy, zamrozić nadmiar i ,,wspomagać" się nimi w jesienno-zimowe dni kiedy zaczną dopadać nas przeziębienia.
Latem warto robić porzeczkowe koktajle, które mogą zastąpić posiłek, bądź schłodzić nas w upalne dni.

  
Składniki:
  • 400 ml mleka sojowego
  • szklanka czarnych porzeczek
  • 2 banany (najlepiej mrożone)
  • łyżka płatków owsianych
  • łyżka mielonego siemienia lnianego
 
Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze i miksujmy przez kilka minut.
  
Wartość odżywcza:

energia- 501 kcal
białko- 17,8 g
tłuszcz -11,7g
węglowodany- 86,8 g
błonnik- 9g

sobota, 30 lipca 2016

Książki o bieganiu i diecie wegańskiej


Zauważyłam, że z wiekiem zmienia się tematyka czytanych przeze mnie książek. Kiedyś maniakalnie czytałam powieści, od tych klasycznych, aż po współczesne. I choć obecnie nie pogardzę dobrą beletrystyką, to jednak znacznie częściej sięgam po biografie albo literaturę o charakterze informacyjnym bądź naukowym. Chyba prawdziwe życie zaczęło mnie bardziej fascynować, niż literacka fikcja. Kiedyś książki były moją ucieczką, odcięciem się od rzeczywistości, chwilowym zanurzeniem się w życiu innych. Teraz znacznie częściej szukam w książkach objaśnienia jakiegoś zjawiska, motywacji do działania, rozwiązania problemu, choć przyznam, że stronię od typowych poradników.
Rzecz jasna moja pasja do biegania skłoniła mnie do literackich poszukiwań. Parę lat temu pojawiły się dwie książki, które połączyły moje dwa zamiłowania- dietę wegańską i bieganie: ,,Ukryta siła" Rich'a Roll'a oraz ,,Jedz i biegaj" Scott'a Jurka. Książki te wpadły w moje ręce za czasów kiedy moje ciało znajdowało się po drugiej stronie oceanu, a jednym z moich ulubionych miejsc była publiczna biblioteka. No cóż w Stanach nie tylko drogi, porcje jedzenia i ludzie są więksi, większe są także biblioteki. Mają tak szeroki wybór książek, gazet, filmów, ebooków, że mól książkowy, którym niewątpliwie jestem, czasem nie miał ochoty owego przybytku wiedzy opuszczać. Kiedy na uginających się pod ciężarem słów pułkach publicznej instytucji odnalazłam te biograficzne perełki bez chwili zastanowienia porwałam je do domu i pochłonęłam z prędkością światła. Kiedy skończyłam czytać egzemplarze stanowiące dobro publiczne, uruchomiłam amazon i bez namysłu kupiłam kopie dla siebie. Są to książki, do których wracam w ciężkich chwilach, bo dzięki nim odzyskuję nadzieję, równowagę i chęć do działania. 
Choć tematyka ,,Jedz i biegaj" oraz ,,Ukrytej siły" jest podobna, to jednak są to dwie diametralnie odmienne pozycje. Mam wrażenie, że Polacy zdecydowanie bardziej polubili książkę Jurka, może dlatego, że jej autor ma polskie korzenie. Choć według mnie z polskością (może poza restrykcyjnym wychowaniem) ma niewiele wspólnego. 
,,Eat and run" powinno zainteresować niemal każdego, nie tylko zapalonych biegaczy czy wegan. Sport i jedzenie, choć przewijają się niemal przez każdy rozdział są mistrzowsko wplecione w ciekawą opowieść o zwykłym-niezwykłym
chłopaku z Minesoty, którego nie omijały życiowe trudności. Scott nie użala się nad swoim niełatwym dzieciństwem, nie krytykuje surowego ojca, którego ulubionym wyjaśnieniem niewygodnych tematów było powiedzenie: ,,sometimes you just do things" , nie skarży się pomimo, że choroba matki generalnie pozbawiła go młodości. Co więcej uważa, że jej borykanie się z stwardnieniem rozsianym przyczyniło się do jego wytrwałości, wyboru zawodu (jest fizykoterapeutą) oraz przejścia na dietę roślinną. Choć tytuł książki brzmi dość stanowczo i jednoznacznie, lektura ta nie namawia w nachalny sposób ani do biegania, ani do przejścia na weganizm. Zachęca natomiast do przemyśleń, do przeprowadzenia inwentaryzacji we własnym życiu. Inspiruje do podjęcia działań, które niekoniecznie muszą mieć związek ze sportem bądź dietą. Także struktura ,,Jedz i biegaj" jest ciekawa. Każdy rozdział zaczyna się zachęcającym do przemyśleń cytatem, a kończy przepisem na posiłek opart na roślinach. Uważam, że książka Scotta Jurka to lektura obowiązkowa dla zagubionych, wątpiących i pragnących zmian osób.


,,Ukryta siła" to kolejna pozycja po którą warto sięgnąć w chwilach zwątpienia. Dla mnie ta książka nie traktuje o ultramaratonach, ultratriatlonach i jedzeniu roślin. Jest pewnego rodzaju etosem człowieka, który nie chce śnić typowo amerykańskiego snu. Osoby, którą ,,american dream" wpędził
w alkoholizm i długi, bo kazał podążać ustalonymi przez innych ścieżkami.
,,Ukryta siła" jest według mnie książką o przełamywaniu społecznych oczekiwań, o słabości, która jest jednocześnie potężną siłą, o odwadze, która pozwala przyznać się do bycia kimś kim nie chcemy być i długiej drodze do stania się kimś innym. Być może postrzegam ,,Finding ultra" nieco inaczej niż reszta czytelników, bo w międzyczasie wysłuchałam 238 podcastów Richa Roll'a , będących wywiadami z fascynującymi go osobami, które są jednocześnie kopalnią wiedzy o nim samym. Rozmowy te mogły sprawić, iż patrze na niego przez nieco inny pryzmat.    
,,Ukryta siła" jest dowodem na to, że można pokonać uzależnienie, że można stać się jedną z najbardziej  wysportowanych osób na świecie ( tytuł nadany mu przez magazyn Men's Fitness) po czterdziestym roku życia, że miłość do burgerów i śmieciowego jedzenia nie jest wieczna, i że sukces oraz dostanie życie można osiągnąć w inny sposób niż wspinanie się po korporacyjnej drabinie. 

A jakie są Wasze ulubione książki o bieganiu bądź diecie roślinnej? Co Was motywuje do zmian?

środa, 27 lipca 2016

Wegańskie ciasto ze śliwkami


Czy macie czasem tak, że im bardziej chcecie coś wyeliminować ze swojego jadłospisu, tym częściej po to sięgacie? U mnie bywa tak ze słodyczami. W chwilach kiedy sobie ich zabraniam, pojawia się milion okazji do pieczenia, bo ktoś nas odwiedza, albo my odwiedzamy kogoś, więc jest pretekst, żeby pomedytować nad piekarnikiem. A ja z jednej strony jestem zła, z drugiej szczęśliwa, że mogę zrobić w kuchni totalne pobojowisko, które zaowocuje czymś słodkim. Sprzeczność, to moje drugie ja;)
Tak więc, kiedy na blogu Davida Lebovitz'a pojawił się przepis na ciasto ze śliwkami, które to za sprawą znajomych zawitały w dużej ilości w moim domu, stwierdziłam że to przeznaczenie;)  Placek należy zweganizować i jak najszybciej wypróbować. Przyznam, że miewam czasem problemy z podejmowaniem decyzji, rozważania dotyczące za i przeciw potrafią ciągnąć się u mnie miesiącami. Ale jakimś cudem decyzję o pieczeniu i konsumpcji wegańskich słodyczy, podejmuję w mgnieniu oka. Ciasto powstało więc z prędkością światła, zniknęło równie szybko. Na szczęście z pomocą rodziny i przyjaciół. 


Składniki:

Kruszonka 

  • 5-6 średnich śliwek
  • 1 szklanka (85g) płatków migdałowych
  • 2 łyżki mąki
  • 1/3 szklanki cukru (u mnie brązowy)
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki kardamonu


Ciasto

  • 115g (8 łyżek) wegańskiej margaryny
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 1/2 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki kardamonu
  • 2 łyżki siemienia lnianego zmieszanego z 6 łyżkami wody 
  • wanilia 
  • 1/2 szklanki roślinnej maślanki ( 1/2 szklanki mleka roślinnego zmieszanego z łyżeczką soku z cytryny)

Sposób wykonania:

  1. Śliwki kroimy na kawałki.
  2. W niewielkiej misce łączymy składniki kruszonki. Mąkę, cukier, przyprawy zalewamy dwoma łyżkami roztopionej margaryny. Mieszamy i dodajemy migdały.
  3. Siemię lniane łączymy z wodą i odstawiamy na kilka minut. 
  4. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia, sodą oraz przyprawami.
  5. W malakserze, robocie kuchennym bądź za pomocą miksera ręcznego ubijamy margarynę z cukrem przez około 3-5 minut. 
  6. Dodajemy ,,jajka" z siemienia lnianego oraz wanilię i miksujemy do uzyskania gładkiej masy.
  7. Do masy dodajemy połowę suchych składników i mieszamy przez chwilę.
  8. Następnie wlewamy roślinną maślankę oraz wsypujemy resztę mąki i łączymy wszystkie składniki.
  9. Gotową masę przelewamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia (u mnie o średnicy 20cm). Na cieście układamy pokrojone śliwki i posypujemy kruszonką.
  10. Pieczemy przez godzinę w piekarniku nagrzanym do 180°C.


 

sobota, 23 lipca 2016

Zdrowy egoizm, czyli o potrzebie znalezienia czasu dla siebie i swojego ciała.


,,Życie jest jak jazda na rowerze, aby utrzymać równowagę, musisz pozostawać w nieustannym ruchu”. Albert Einstain



,,Jeśli nadal szukasz osoby, która odmieni Twoje życie- spójrz w lustro.”

Jeśli chcesz być w dobrej formie, musisz porzucić jedną rzecz- swoje wymówki. Bardzo istotną kwestią, którą musisz zrozumieć wchodząc na drogę zdrowia, jest potrzeba znalezienia czasu przeznaczonego na wysiłek fizyczny. Większość z nas spędza swój dzień w pozycji siedzącej. Pracując umysłowo znaleźliśmy się poniekąd na wyższym szczeblu drabiny społecznej, niestety tego rodzaju zajęcie jest kompletnie nienaturalne dla naszego ciała, które zostało stworzone do bycia niemal w nieustannym ruchu. Dlatego po ośmiu, bądź w przypadku wielu osób nawet dziesięciu-dwunastu godzinach  spędzonych za biurkiem ćwiczenia fizyczne nie są jakąś fanaberią ale koniecznością. Wiem, że po całym dniu spędzonym poza domem, najczęściej odreagowujemy rzucając się na lodówkę i kończymy na kanapie z pełnym brzuchem i pilotem w dłoni. Dzieje się tak dlatego, że uczyniliśmy to swoim nawykiem, wybraliśmy najprostszą i najkrótszą drogę do relaksu, który w ostatecznym rozrachunku wcale nim nie jest. Bo czy otyłość, problemy z kręgosłupem, brak energii brzmią odprężająco?


,, Znajdź na  to  czas . Po  prostu  to zrób . Nikt nigdy nie osiągnął dobrej formy myśląc o tym. Ten ktoś musiał nad tym pracować.”                                                                                                                                   Jim Wendeler

W życiu, jak to w życiu, nie można mieć wszystkiego, ale możliwe jest posiadanie tego na czym bardzo nam zależy. Kluczem jest ustalenie priorytetów

i pożegnanie się z wykrętami. Zrozumienie prawdy, że jeśli coś jest dla Ciebie naprawdę istotne- znajdziesz sposób, żeby to osiągnąć. Jeśli tak nie jest-znajdziesz wymówkę.

Godzina dziennie dla samej siebie, to minimum, które musisz poświęcić. I jeśli ucierpi na tym kolacja, pranie, prasowanie albo inna rzecz, która może poczekać, niech tak będzie. Bo ty jesteś najważniejsza! Naucz bliskich, że nie jesteś jedyną osobą, która dba o dom, wszyscy w nim mieszkają, więc każdy powinien mieć też obowiązki z nim związane. Zresztą aby właściwie dbać o innych, najpierw musimy zadbać o siebie. Docenianie siebie, utrzymywanie się w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej, nie jest egoizmem, jest podstawą potrzebną do właściwego funkcjonowania.

Zrozum też, że godzina plotek, bądź reality show, może przyspieszyć bicie serca, ale niestety nie zastąpi ona wysiłku fizycznego. Jeśli uważasz, że absolutnie nie masz czasu na ćwiczenia, przyjrzyj się temu co robisz. Jeśli w ciągu dnia oglądałaś telewizję, odwiedziłaś pięć razy facebook, instagram albo inny portal społecznościowy - MASZ CZAS, tylko niewłaściwie go wykorzystujesz.

Człowiek jest istotą, której życie w dużej mierze składa się z nawyków. Wdrożenie nowej czynności zajmuje trochę czasu. Dlatego zanim stwierdzisz, że czegoś robić nie możesz, nie potrafisz, nie chcesz, daj sobie trzy tygodnie. Uwierz mi, że po dwudziestu jeden dniach nawet bieganie może stać się czymś równie naturalnym jak ulokowanie swoich pośladków na kanapie przed telewizorem. Najważniejsza jest systematyczność, bo tylko w ten sposób nowy nawyk może stać się codziennością.

,,Ćwiczę gdyż, jakimś cudem kompletne wyczerpanie związane z wysiłkiem fizycznym, jest najbardziej relaksującą częścią mojego dnia.”

Ważne jest to by ruch dostosować do swoich potrzeb, możliwości i planu dnia. Nie jest ważne czy będziesz to robić rano, wieczorem, czy w porze lunchu. Sama aktywność fizyczna też powinna być ,,uszyta na miarę”. Znajdź coś co Cię cieszy, nie wierzę, że pośród istniejących zajęć i dyscyplin sportowych nie znajdziesz czegoś dla siebie. Przez długie lata ćwiczyłam wieczorami, kiedy zmianie uległo moje zajęcie i tym samym grafik, polubiłam robić to z samego rana. Czasem chodzi o to, żeby zbyt intensywnie a najlepiej wcale nie zastanawiać się czy mamy na to ochotę i czas. Przez lata stresującej pracy w toksycznym środowisku, wyrobiłam sobie nawyk przebierania się w sportowe ciuchy zaraz po przekroczeniu progu mieszkania. Zanim moja głowa zdążyła znaleźć wymówkę, byłam już za drzwiami z zasznurowanymi butami. Odkryłam także, że jest to najlepszy sposób na pozostawienie za sobą problemów, z którymi stykaliśmy się przez cały dzień. Z każdym szybszym oddechem, mniej istotna staje się głupia uwaga współpracownika, to że nikt cię nie docenia czy kolejna nadgodzina, którą musiałaś spędzić za biurkiem. Po godzinie wysiłku, który jeszcze sześćdziesiąt minut temu wydawał się katorgą, poczujesz się szczęśliwa. Założę się, że zapomnisz też o tabliczce czekolady albo pojemniku lodów, które wracając do domu, miałaś ochotę pochłonąć. Teraz marzysz jedynie o szklance wody i wejściu pod prysznic.

     ,,Ćwiczę rano, zanim mój umysł zorientuje się co robię.’’


Poranek, też jest świetną porą do ćwiczeń. Dla niektórych jest to czas, w którym do zaspanego umysłu nie dotarło jeszcze co robi ich ciało i w związku z tym mózg nie zdążył znaleźć jeszcze całej litanii wymówek i wyrazić sprzeciwu. Ruch po przebudzeniu przynosi także psychiczne korzyści. Jesteśmy bardziej dotlenieni, pobudzeni, mamy większą ilość energii by uporać się z czekającym na nas ciężkim dniem. Poranny bieg bądź inna forma wysiłku jest pozytywnym bodźcem dzięki któremu łatwiej będzie nam wybierać zdrowsze posiłki w ciągu dnia, bo kto chce zniwelować efekty ćwiczeń dokonanych w godzinach, w których niektórzy jeszcze smacznie śpią.

Dla tych, którzy próbują bronić się przed sportem za pomocą argumentów finansowych, mam bolesną odpowiedź. Jest to kolejna, bezpodstawna wymówka. Do rozpoczęcia przygody z aktywnością fizyczną nie potrzebujesz ani grosza. Godzinny, albo nawet trzydziestominutowy, szybki spacer, to także ruch przynoszący efekty i korzyści zdrowotne. Do tego nie wymaga specjalnych butów ani nawet dresu. Wygodne obuwie używane na co dzień i jeansy-wystarczą. W dobie internetu nie potrzebujesz karnetu na siłownię ani nawet inwestycji pod postacią płyt dvd. Wpisanie w przeglądarkę na youtube.com nazwisk takich jak: Ewa Chodakowska, Tracy Anderson, czy Sylwia Wiesenberg da Ci większy wybór i wycisk niż niejedne zajęcia w klubie fitness.

Jeśli długo, bądź o zgrozo, nigdy nie ćwiczyłaś, nie zaczynaj od 45minutowego Killera .Daj sobie czas, zacznij od 20 minut, jeśli nie możesz złapać oddechu odpocznij. Zobaczysz, że po tygodniu 20minutowej aktywności będziesz mogła i chciała przedłużyć ją o kolejne 5-10 minut. Jeśli cierpisz na jakiekolwiek schorzenie poradź się lekarza i słuchaj swojego ciała. Moja wrodzona wada kręgosłupa zmusza mnie do modyfikacji wielu ćwiczeń, ale nigdy nie powstrzymuje mnie ona przed uprawianiem sportu. Jeśli jakaś dyscyplina mi nie służy, szukam innej i wiem, że ostatecznie ją, jeśli nie pokocham, to chociaż polubię.

Pozwól sobie na sportowe uzależnienie, bo ruch po jakimś czasie staje się czymś bez czego trudno funkcjonować. Po kilku tygodniach zrozumiesz, że ćwiczenia to nie tylko utrata kilogramów, ale także ogólne lepsze samopoczucie, to uśmiech na twarzy wywołany wydzielanymi przez mózg endorfinami, lepsze radzenie sobie ze stresem, głębszy i spokojniejszy sen.

,,Każdego ranka mamy nową szansę by postąpić inaczej, zmienić się. Szansę by być lepszym. Przeszłość jest przeszłością, pozostaw ją tam gdzie jej miejsce. Zajmij się przyszłością.”

Jeśli potrzebujesz motywacji poproś koleżankę albo partnera, by towarzyszyli Ci w wieczornym biegu, spacerze, bądź zajęciach na siłowni, to także świetny sposób na nadrobienie towarzyskich zaległości. Kto powiedział, że plotkować musimy zawsze przy kawie bądź piwie?

Także założenie konta na instagramie i obserwowanie osób, których osiągnięcia sportowe zachęcają nas do wysiłku, jest dobrym sposobem na dni, w których chcemy sobie odpuścić. Każda metoda, która działa, jest dobra!

,,Nie zmniejszaj swojego rozmiaru dla dobrego samopoczucia innej osoby. Nie malej dla ludzi, którzy nie chcą urosnąć”.
,,Nie chodzi o współzawodnictwo z innymi, ale o prześciganie samej siebie.”



Pamiętaj też by nie być swoim największym wrogiem. Patrząc na zdjęcia modelek obecnych w hurtowych ilościach w każdej gazecie, lubimy się katować negatywnymi myślami na swój temat. Czasem ciężko nam zrozumieć, że nie chodzi o to by być jak dziewczyna, której pracą jest to by wyglądać nieco nierealnie, że nad tym ,,nieskazitelnym” wizerunkiem pracuje cały sztab ludzi i nawet wtedy nadal potrzebna jest pomoc photoshopa. Chodzi jedynie o to by być najlepszą, na jaką nas stać, wersją samej siebie. Co więcej dążenie do tego jest procesem, nie jest czymś co możemy osiągnąć natychmiast albo poprzez tydzień głodzenia się bądź katowania niekończącymi się treningami. Wszystko wymaga czasu, cierpliwości i świadomości, że do naprawdę wielkich rzeczy można dojść małymi kroczkami. Więc jeśli słyszysz obraźliwy głos w swojej głowie, przestań zwracać na niego uwagę a najlepiej zastąp go przyjaznym narratorem. Pamiętaj, że nienawiść do swojego ciała nigdy nie zaprowadzi Cię tak daleko jak miłość do niego.

Jeśli nadal jesteś sceptycznie nastawiona, może zdołają przekonać Cię fińscy naukowcy, którzy ,,pod lupę” wzięli dziesięć par jednojajowych bliźniaków po trzydziestym roku życia. Bliźniaki jednojajowe to tzw. naturalne ludzkie klony, posiadające identyczny materiał genetyczny – ideał dla badaczy, którzy chcą udowodnić wpływ czynników zewnętrznych na człowieka.

W tym przypadku bliźniacze pary przez większość swojego życia utrzymywały bardzo podobny poziom aktywności fizycznej, do czasu aż jeden z bliźniaków znacznie zminimalizował uprawianie sportu, pod wpływem nadmiaru pracy bądź obowiązków rodzinnych.

Po kilku latach identyczne pod względem genetycznym osoby zostały poddane szeregowi badań. Bliźniaki, które obniżyły swoja aktywność fizyczną, były przeciętnie o 3 kg cięższe, miały gorszą wytrzymałość, a ich wrażliwość na insulinę wykazywała  pojawienie się wczesnego zespołu metabolicznego. Co więcej, porzucenie sportu wpłynęło negatywnie także na funkcjonowanie ich mózgu. W ich przypadku istota szara będąca skupiskiem ciał komórek nerwowych, odpowiadających za przetwarzanie informacji w mózgu, szczególnie w obszarach, które kontrolują równowagę i funkcje motoryczne.[i]

Jeśli nie chcesz ruszać się z przyziemnych pobudek, może zaczniesz to robić dla dobra swojego intelektu. W przypadku sportu, każda motywacja jest dobra.




[i] https://www.yahoo.com/health/this-is-what-happens-when-you-stop-exercising-113355357618.html

środa, 20 lipca 2016

Bardzo czekoladowe wegańskie brownies


Jakoś nie mogę wystartować z moim cukrowym detoksem, choć miałam ambitne plany porzucenia wszystkiego w czym znajduje się ta uzależniająca mnie substancja. Intelektualnie posiadam dość obszerną wiedzę na temat negatywnych smutków ubocznych konsumpcji słodyczy. Jednakże emocjonalnie bywam wobec cukru bezradna. Ta niekoniecznie biała substancja bywa moim pocieszycielem, dostarczycielem energii, nagrodą. Potrafi zastąpić wiele brakujących w moim życiu ogniw...ale czy na pewno? Ta żywotność, radość i gratyfikacja po spożyciu słodyczy są tymczasowe i pozorne. Dają chwilową i sztuczną radość, która przeradza się w zmęczenie i niezadowolenie. Pomimo całej mojej wiedzy nadal daję się złapać w słodką pułapkę. What to do? What to do? 
Chciałabym znać niezawodny sposób radzenia sobie z tym problemem. Może potrzebuję postępować jak osoba uzależniona, czyli ograniczyć kontakt z cukrem do zera, co będzie bardzo trudne zważywszy na to, że dzielę życie z osobnikiem, który domaga się deserów dwa razy dziennie i nie widzi w swoim zachowaniu najmniejszego problemu. 
Wiem, że umieszczanie przepisu na dekadenckie brownies pod tekstem negującym spożycie cukru jest delikatnie rzecz ujmując-absurdalne...no cóż musicie mi wybaczyć. Mam na imię Joanna i jestem cukroholikiem.
Znam osoby, które po prostu potrafią sobie powiedzieć ,,nie" i tym jednym słowem eliminują słodycze ze swojej diety. Ja rano mówię sobie nie, po czym wieczorem piekę chocolate chip cookies, bo przecież trzeba czymś ugościć pojawiających się u nas ludzi...i tym sposobem połowa z nich staje się moim pierwszym i drugim śniadaniem.
Od kilku lat śledzę bloga masteringmymidlife, którego autorka boryka się z tym samym problemem. Przyznam, że jej szczere podejście do tematu i opisywanie swojej walki z konsumpcją cukru, jest dla mnie wielkim pocieszeniem- nie jestem sama. Co więcej na horyzoncie jest nadzieja, bo Shannon świętowała niedawno 105 dni wolnych od uzależniającej ją substancji.
Przepisem na bardzo czekoladowe brownies mam nadzieję, na jakiś czas zakończyć serię ,,słodkich postów". Będzie więcej ,,normalnych potraw" oraz przemyślenia na temat biegania oraz ekologii, bo to moje odwieczne pasje, o których zamierzałam pisać już od dawna, ale jakoś słodycze zawsze stawały na drodze;)



Składniki:

  • szklanka mąki
  • 2 łyżki skrobi ziemniaczanej
  • 1/2 szklanki kakao
  • 1/3 szklaki płynnego oleju kokosowego 
  • tabliczka czekolady (100g)
  • 1 szklanka cukru 
  • 1/2 szklanki mleka roślinnego
  • szczypta sody oczyszczonej
  • szczypta soli
 
Sposób wykonania:

  1. W dużej misce łączymy mąkę, skrobię ziemniaczaną, kakao, sodę i sól.
  2. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Po jej rozpuszczeniu dodajemy olej kokosowy i cukier. Podgrzewamy przez minutę. 
  3. Po zdjęciu z ognia dodajemy mleko roślinne i dokładnie mieszamy.
  4. Czekoladową mieszankę wlewamy do mąki i mieszamy.
  5. Ciasto przekładamy do formy (13x22cm) wyłożonej papierem do pieczenia i wygładzamy za pomocą łyżki. Posypujemy pokruszoną gorzką czekoladą albo kropelkami czekoladowymi. 
  6. Pieczemy przez około 35 minut w piekarniku nagrzanym do 175 stopni.