Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proste życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proste życie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 maja 2020

Kryzysowy chleb bananowy

Jak się macie w odmiennej rzeczywistości? Ubolewacie, dajecie radę, czy może prosperujecie w zaistniałej sytuacji? Mnie stresują potencjalne konsekwencje zdrowotne, sytuacja seniorów i pracowników służby zdrowia. Izolacja i obostrzenia, to dla mnie pestka. Lubię samotność i pracę z domu, albo jej brak;) Doceniam, że nie muszę w chwili obecnej walczyć o przetrwanie. Lubię minimalizm i skromne życie niezależnie od tego w jakiej sytuacji ekonomicznej się znajduję. Po prostu kocham proste życie, z dala od tłumów, galerii handlowych i medialnego bełkotu. Uwielbiam też proste posiłki, przepisy z podstawowych składników, które można stworzyć bez udziału robotów kuchennych. Do tej kategorii można zaliczyć poniższy chlebek bananowy. Świetnie smakuje sam albo z dodatkiem dżemu, bądź masła orzechowego. Jeśli czujecie potrzebę ,,wzbogacenia" chlebka, dodajcie pocięte orzechy albo czekoladę.



Składniki:
  • 3 bardzo dojrzałe banany
  • 1/3 szklanki oleju o neutralnym smaku
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • szczypta soli
Sposób wykonania:
  1. Banany ugniatamy widelcem.
  2. Dodajemy olej i dokładnie mieszamy.
  3. Do mieszanki bananów z olejem dodajemy mąkę, sodę, cynamon i sól.
  4. Mieszamy do czasu połączenia składników (nie mieszamy zbyt długo).
  5. Pieczemy około 50 minut w temperaturze 180 C. 
  
Chcesz schudnąć, przejść na dietę eliminacyjną, potrzebujesz konsultacji, bądź jadłospisu. Zapraszam na moją stronę!
 https://dietetycznarownowaga.com/



 

środa, 2 listopada 2016

Bardzo niewygodna prawda, czyli w jaki sposób zawartość talerza zatruwa środowisko




Czy nie jest absurdem, że aby wykarmić 7 miliardów ludzi zamieszkujących Ziemię potrzebujemy ilości zwierząt kilkukrotnie przekraczającej liczebność naszej populacji. Nasza planeta zaczyna wyglądać jak gigantyczna farma, gdyż 45% lądów jest przeznaczonych na hodowlę zwierząt będących źródłem pokarmu człowieka. Przestrzeń im poświęcona, w związku ze zwiększającym się przyrostem naturalnym, będzie się nieustannie powiększać, a wraz z nią do nieprzeciętnych rozmiarów urosną nękające naszą planetę problemy.

Jeśli uważasz się za osobę dbającą o środowisko bo oszczędzasz wodę, segregujesz śmieci i przemieszczasz się na rowerze, ale na Twoim talerzu nadal gości mięso, musisz przemyśleć całą sprawę na nowo. Według raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych hodowla zwierząt przeznaczonych do jedzenia jest jedną z głównych przyczyn problemów ekologicznych takich jak: zmiany klimatyczne, zanieczyszczenie powietrza, skażenie oraz brak wody, degradacja lasów, utrata różnorodności biologicznej, destrukcja oceanów.

Wiem, że globalnego ocieplenia i związanych z nim zmian klimatycznych nie kojarzysz z zawartością swojego talerza. A jednak nie tylko spalanie węgla czy ropy naftowej wpływa na naszą atmosferę. Dwutlenek węgla produkowany przez przemysł i transport nie jest jedynym winowajcą. Sprawcą jeszcze większych problemów jest metan, który wchłania 25 razy więcej ciepła niż CO2.  Przemysł mięsny jest największym na świecie ,,wytwórcą” tego gazu. Rocznie jest on odpowiedzialny za uwolnienie do atmosfery ponad 100 milionów ton metanu.

Metan to nie jedyna szkodliwa substancja, która ma swoje źródło w przemyśle mięsnym. Zwierzęta hodowane na terenie USA produkują 130 razy więcej ekskrementów niż ludzie.Odpady te nie mają zorganizowanego systemu sanitarnego, znajdują się w gigantycznych, przepełnionych lagunach, których zawartość przedostaje się do ziemi, rzek i oceanów. W pobliżu ferm wielkoprzemysłowych amoniak i siarkowodór unoszą się w powietrzu . Ludzie mieszkający nieopodal takich miejsc skarżą się na krwotoki z nosa, bóle głowy i uszu, biegunki, problemy z drogami oddechowymi, depresję. Nic dziwnego, gdyż zwierzęce odchody obok amoniaku i siarkowodoru, zawierają też tlenek węgla, cyjanek, fosfor, azotany oraz metale ciężkie. Co więcej, odpady te są źródłem ponad 100 patogenów niebezpiecznych dla człowieka między innymi: salmonelli, cryptosporium, paciorkowców, ogoniastka jelitowego. Jak widać nie trzeba odwiedzać krajów trzeciego świata by nabawić się poważnej choroby pasożytniczej.

To co kiedyś we właściwych proporcjach stanowiło doskonały nawóz, teraz  staje się dramatycznym problemem tworzącym strefy martwych wód, będące obszarami o zbyt niskiej zawartości tlenu by mogły przeżyć w nich organizmy nim oddychające.

Większość z nas stara się oszczędzać wodę gdyż mamy świadomość jak cenna zaczyna być ta, jakby mogło wydawać się, pospolita substancja. Oczywiście, że dbanie o to by nie płynęła bez potrzeby z naszych kranów jest bardzo pozytywnym działaniem. Jednakże jeszcze bardziej rozsądnym posunięciem jest porzucenie diety bogatej w produkty zwierzęce. Według statystyk żywy inwentarz zużywa od 128 do 287 bilionów litrów wody rocznie.Do wyprodukowania jednego hamburgera potrzebne jest 2498 litrów wody. Podczas gdy kilogram pszenicy potrzebuje 180 litrów, a kilogram marchewki 240 litry. Jeden marny kawałek mięsa nie dość, że negatywnie wpłynie na Twoje zdrowie, to jeszcze pochłonie ilość wody, która starczyłaby na branie trwającego 7 minut prysznica przez okres 6 miesięcy.

Nie tylko woda ale i masowe ilości jedzenia przeznaczane są do wykarmienia zwierząt, które potem stają się naszym pożywieniem. Czy nie ma ironii w tym, że dziesiątki miliardów zwierząt otrzymuje każdego dnia posiłek, gdy 2 miliardy ludzi jest niedożywionych a 800 milionów głoduje.

Hodowla mięsa to biznes, którego destrukcyjna siła sięga tak odległych miejsc jak Amazonia. W każdej sekundzie potężne połacie wiecznie zielonych lasów deszczowych zostają wykarczowane tylko po to by do naszych ust mógł trafić hamburger. Chyba każdy z nas pamięta ze szkoły, że lasy te to potężne ,,płuca” naszej planety. Wycinając je i paląc ,,dusimy się” na własne życzenie. W ten sposób nie tylko odcinamy sobie cenną dla ziemi dostawę tlenu, ale również niszczymy rozmaite gatunki roślin, insektów i zwierząt, dla których miejsce to jest domem. Według niektórych ekspertów wycinając lasy amazońskie co godzinę uśmiercamy sześć gatunków roślin bądź zwierząt.



  •  hodowla zwierząt jest odpowiedzialna za 18% emisji gazów cieplarnianych


  • żywy inwentarz i jego produkty uboczne odpowiadają za emisję co najmniej 32,000 milionów ton dwutlenku węgla (CO2) rocznie, co stanowi 51% globalnej emisji gazów cieplarnianych


  •   hodowla zwierząt jest odpowiedzialna za 65% emisji podtlenku azotu-gazu cieplarnianego 296 razy bardziej szkodliwego niż dwutlenek węgla (pozostającego w atmosferze przez 150 lat)


  •  żywy inwentarz zużywa od 128 do 287 bilionów litrów wody rocznie


  •  uprawa paszy dla zwierząt hodowlanych w Stanach Zjednoczonych zużywa 56% wody rocznie


  •  do wyprodukowania jednego hamburgera potrzebne jest 2498 litrów wody


  • żywy inwentarz zajmuje 45% lądów


  • w USA co minutę zwierzęta hodowlane produkują 3 kg ekskrementów 


  • farma mleczna licząca 2500 krów produkuje tą samą ilość odchodów co miasto liczące 411,000 osób


  • 40% (28 miliardów kilogramów) złapanych na świecie w przeciągu roku ryb, zostaje wyrzucona


  •  hodowla zwierząt jest odpowiedzialna za zniszczenie 91% lasów Amazońskich


  • do nakarmienia osoby jedzącej mięso jest potrzebne 18 razy więcej ziemi, niż do wyżywienia osoby będącej na diecie wegańskiej 
 
  • osoba na diecie wegańskiej produkuje 50% mniej dwutlenku węgla od osoby spożywającej mięso, zużywa również 1/11 ropy, 1/3 wody oraz 1/18 ziemi mniej 
 
  •  będąc weganką/weganinem  oszczędzasz 4164 litry wody, 20 kg zbóż, 2,8m² lasów i 1 zwierze dziennie


Odwiedź moją nową stronę www.dietetycznarownowaga.com
 

Konsultacje dietetyczne:
  • stacjonarne                   
  • mobilne
  • on-line 
 Jadłospisy 7 i 14-dniowe

Porady

Przepisy


środa, 21 września 2016

Czy zmiana sezonu musi oznaczać kolejne zakupy?


Żegnamy lato a wraz z nim bikini, letnie sukienki, szorty i sandały. Wiele z nas nerwowo zagląda do wypełnionej po brzegi szafy i dochodzi do pochopnego wniosku, że kolejny raz nie ma co na siebie włożyć. Jeśli często doświadczasz tego rodzaju rozterek, może warto poddać analizie zachowania i nawyki związane z dokonywaniem zakupów. 
Niby zawsze uważałam się za minimalistkę, a mimo to w pewnym momencie wpadłam w konsumpcyjną pułapkę, która sprawiła że choć moja szafa pękała w szwach ( a raczej ścianach;)), to jednak nadal nieustannie wkładałam na siebie wciąż te same ubrania i przeklinałam zawartość swojej garderoby. Tak naprawdę dużej zmiany dokonałam po powrocie do Polski. Może dlatego, że w ojczyźnie nadal nie ,,dorobiłam się" szafy, a wszystkie moje ciuch leżą cały czas na widoku, bezlitośnie wymuszając minimalizm i porządek.  Nie mogąc przymknąć oka ani drzwi;) na zawartość mojej garderoby siłą rzeczy została ona poddana dogłębnej analizie. Pożegnałam się z rzeczami, w których nie chodzę, których nie lubię, z ciuchami zniszczonymi, albo nie w moim stylu.
Po tej przymusowej weryfikacji od ponad dwóch lat jestem na ubraniowym detoksie. Przez cały ten czas, pomijając bieliznę kupiłam: 2 swetry, torebkę, pantofle oraz buty do biegania, które są na tyle uniwersalne, że można w nich chodzić na co dzień. Jakimś cudem mam co włożyć ,,na grzbiet";)
Fascynująca teoria psychologa Barry'ego Schwartz'a o paraliżu i niezadowoleniu spowodowanym nadmiarem wyborów dotyczy każdego aspektu życia, w tym ubrań. Jeśli chcecie się z nią bliżej zapoznać kliknijcie tutaj. W dużym uproszczeniu chodzi o to, że nadmiar wyborów przed którymi stajemy każdego dnia sprawia, że czujemy się zniechęceni do ich podejmowania a konsekwencją tego jest nie tylko inercja, ale także rozczarowanie i frustracja. 
Dobrą radę na nadmiar,  nie tylko w sferze mody, dała słynna projektantka Vivien Westwood: ,,Kupuj mniej, dokonuj właściwych wyborów i spraw by wystarczało to na jak najdłuższy czas''. Niby brzmi banalnie i prawdopodobnie większość z nas uważa, że wdraża w życie ową zasadę, ale prawda bywa niestety często zupełnie odmienna. Kupujemy zbyt wiele bez zastanowienia a nabyte ciuchy gromadzimy, albo pozbywamy się ich z prędkością światła.
Jeśli chcecie w refleksyjny sposób podejść do zawartości swojej szafy, polecam film ,,The True Cost''  (kliknij, żeby zobaczyć trailer)  -dokument, który otwiera oczy na to kto, tak naprawdę, płaci cenę za nasze zamiłowanie do szybkiej mody. Film wszedł na ekrany wybranych polskich kin studyjnych oraz letnich 26 sierpnia. Aktorka Anne Hathaway w jednym zdaniu świetnie podsumowała czym jest ów obraz: ,,To otwierający oczy film, pozycja obowiązkowa dla wszystkich którzy kochają modę i ubrania, a jednocześnie chcą, żeby świat był lepszym miejscem". Choć dokument ten ukazuje ciemną stronę mody (zobaczymy w nim katastrofy w fabrykach odzieży, niewolnicze warunki pracy, choroby dzieci, których przyczyną są pestycydy używane na polach bawełny, degradację środowiska), to jednak film ten nikogo nie obwinia, nie wywoła w Tobie gigantycznych wyrzutów sumienia. Raczej zachęci do zadawania sobie pytań, do robienia zakupów i w ogóle życia w bardziej świadomy sposób.
Do przemyśleń na temat mody zachęca także książka autorki bloga styledigger.com  ,,Slow fashion". Joanna Glogaza uważa, że większość z nas ma tyle ciuchów, że ich zapas starczyłby na kilka albo nawet kilkanaście lat. Mimo to nadal nabywamy nowe ubrania. Blogerka proponuje przejście na modowy detoks, czyli  odcięcie się od magazynów, blogów, galerii handlowych, wypisanie się z newsletterów, które zaśmiecają naszą skrzynkę emaliową i sprawiają, iż mamy wrażenie, że ciągle nam czegoś brakuje. Ograniczenie zakupów oraz kontaktu ze światem szybkiej mody da Ci wolny czas, który możesz spożytkować w znacznie ciekawszy i kreatywny sposób. Przypomnisz sobie co jest Twoją pasją, albo odkryjesz całkiem nową, obejrzysz zaległe filmy, przeczytasz stos książek zgromadzonych na nocnej szafce, może zaczniesz uprawiać jakiś sport. Poczujesz też, że przestaje sterować Tobą korporacyjna machina, która wmawia Ci, że kolejny zakup uczyni Ciebie i Twoje życie lepszym. 
Przyjrzenie się swojej garderobie i chwilowa zakupowa asceza sprawią, że odkryjesz co tak naprawdę lubisz nosić, jakie są Twoje potrzeby i styl. Przeprowadzając tego typu inwentaryzację zrozumiesz też, jak mówi autorka bloga ,,Minimal plan", iż ,,pomiędzy podziwianie mody na płaszczyźnie estetycznej a pogonią za trendami jest spora różnica".
,,Slow fashion" zachęca również do kupowania w second handach. Sklepy z ubraniami vintage potrafią uzmysłowić nam czym tak naprawdę powinna być moda i jaką jakość powinny mieć ubrania. Rzeczy , które potrafią przetrwać długie lata i nadal nadają  się do noszenia (mam tu również na myśli ich uniwersalność/ponadczasowość) powinny stanowić podstawę naszej garderoby. 
Jeśli nadal potrzebujesz zachęty, aby bliżej przyjrzeć się sobie i swojej garderobie, polecam odwiedzić blog Zero Waste  Home. Jego założycielka Bea Johnson potrafi z 15 sztuk ubrań, stworzyć 50 kreacji. Co więcej, wszystkie jej ubrania pochodzą właśnie z second handów. Moim zdaniem jej minimalistyczne i kreatywne podejście do mody jest niezwykle inspirujące.
Czy masz chęć i odwagę;) przyjrzeć się swojej szafie?