Decyzja zapadła. W tym roku pączków nie będzie! Choć przyzna, że gdy patrzę na nowy przepis Jadłonomi zaczynam się łamać. Jest w nich batat, którego uwielbiam, a smażenie zostało zastąpione pieczeniem, co rzecz jasna zachęca mnie jeszcze bardziej do kulinarnych działań. No ale, trzeba być twardym w swoich postanowieniach;) Te ostatnio dotyczą rezygnacji z glutenu, który sprawia, że bywam ospała i nie do końca z siebie zadowolona. W obecności chleba i buł zaczynam się zachowywać jak osoba, którą dotyka amnezja dotycząca innych produktów. Co więcej, kilka miesięcy temu wkroczyłam, po raz kolejny w moim życiu, na edukacyjną ścieżkę. Wreszcie zaczęłam uczyć się tego, co od zawsze było moim zainteresowaniem, ale jakoś lata temu nie wpadłam na to by podjąć studia z tym związane. Uznałam, że w chwili obecnej na studia dietetyczne jestem trochę za stara (choć to tylko wymówki;)). Obawiałam się także rozpoczęcia kilkuletniej edukacji w kraju, do którego nie jestem w 100% przekonana. Postanowiłam więc iść na skróty i uczyć się w rocznej szkole. Choć szkoła ta nie do końca spełnia moje oczekiwania, daje dużo do myślenia, zachęca do poszukiwań i nieustannego kwestionowania własnych przekonań. Na szczęście mój wiek działa tutaj na korzyść, bo nie czuję frustracji gdy nie zgadzam się z poglądami wykładowców. Potrafię być otwarta na informację, które niekoniecznie są mi ,,po drodze". Cieszę się także, że mam okazję nadrobić braki i usystematyzować swoją wiedzę w kwestiach, które często pomijałam, bo ich przyswojenie wydawało mi się trudne bądź nudne.
Sporo naszych szkolnych rozmów dotyczy glutenu, związanych z nim alergii i chorób. Jestem osobą, która uwielbia być własnym królikiem doświadczalnym. Nie traktuję też eliminacji w kategoriach deprywacji, uważam że rezygnacja z czegoś jest motywacją do poznania czegoś nowego. Dlatego chętnie kombinuję, obserwuje samą siebie i poznaje nowe smaki.
Sporo naszych szkolnych rozmów dotyczy glutenu, związanych z nim alergii i chorób. Jestem osobą, która uwielbia być własnym królikiem doświadczalnym. Nie traktuję też eliminacji w kategoriach deprywacji, uważam że rezygnacja z czegoś jest motywacją do poznania czegoś nowego. Dlatego chętnie kombinuję, obserwuje samą siebie i poznaje nowe smaki.
Przeglądając stary numer ,,Slowly veggie!" natknęłam się na chleb z kaszy jaglanej o zabawnie brzmiącej nazwie ,,zdrowy konkret". I faktycznie konkretnie można sobie nim pojeść ;)
Składniki:
- 1/2 szklanki pestek dyni
- 1/2 szklanki słonecznika
- 3/4 szklanki całych ziaren siemienia lnianego
- 10 łyżek mielonego siemienia lnianego
- 5 łyżek sezamu
- 1/2 szklanki lekko uprażonych na patelni orzechów np. włoskich
- 1 szklanka (200g) kaszy jaglanej (waga przed ugotowaniem)
- łyżeczka soli
- 5 łyżek oleju
- 1 łyżka słodu w płynie-np. syropu klonowego ( ja miałam pod ręką melasę buraczaną)
- 1,5 szklanki wody
Sposób wykonania:
- Gotujemy kaszę jaglaną najlepiej kilka godzin przed pieczeniem chleba.
- W dużej misce łączymy wszystkie suche składniki.
- Kaszę jaglaną blendujemy z olejem, płynnym słodem oraz 1 i 1/4 szklanki wody.
- Do suchych składników dodajemy kaszę jaglaną, wszystko dokładnie mieszamy. Jeśli masa jest zbyt sucha dodajemy resztę wody.
- Mieszankę odstawiamy na godzinę.
- Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy do niej masę.
- Chleb pieczemy przez godzinę w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
- Po upływie godziny chleb wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy w formie do całkowitego wystudzenia (najlepiej na noc).
- Jeśli nie zjemy całego chleba w przeciągu 3 dni, należy zawinąć go szczelnie i przechowywać w lodówce. Nadaje się również do zamrożenia.