wtorek, 15 marca 2016

Chleb bananowy

Niebawem Wielkanoc a w moim komputerze  i telefonie zalegają przepisy z okolic Bożego Narodzenia. Powinnam się lepiej zorganizować. Powinnam też przestać używać telefonu jako podręcznej książki kucharskiej, bo momentami zaczyna on przypominać wiecznie upapranego jedzeniem wielofunkcyjnego robota.
Z Wielkanocnymi wypiekami jestem w tym roku na bakier, może to przez pogodę, która sprawia iż myślami wracam do grudnia. Odsłaniając o poranku zasłony przez chwilę zaczęłam zastanawiać się gdzie podziała się choinka i co do cholery robią na stole żonkile... chyba śmieją się szyderczo swoim słonecznym uśmiechem w moją zdziwioną twarz. Do porządku i teraźniejszości przywołała mnie mocna kawa. Ale klimatu mazurków i drożdżowych bab chyba w najbliższym czasie nie poczuję, no chyba że niebawem przywita mnie słońce, śpiew ptaków i dwucyfrowa temperatura.
Dla tych którzy potrzebują osłodzenia (bez cukru) tych przedświątecznych dni, kiedy nie nadszedł jeszcze czas ,,właściwego" pieczenia, z  pomocą przyjdzie bananowy chleb, który dzięki swoim ,,brakom" nie zrujnuje postnego planu umartwiania ciała i ducha.





Składniki:

  • 3 bardzo dojrzałe banany
  • 2 łyżki masła orzechowego
  •  1 szklanka mleka roślinnego
  • 1 i 1/2 szklanka mąki (w wersji bez glutenu gryczana bądź owsiana)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  •  5 daktyli
  • garść orzechów włoskich
  • ekstrakt waniliowy
  • szczypta soli

Sposób wykonania:

  1. Banany blendujemy z mlekiem roślinnym, masłem orzechowych oraz ekstraktem waniliowym.
  2. W misce łączymy mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. Dodajemy pocięte daktyle i orzechy włoskie.
  3. Masę bananową wlewamy do suchych składników i dokładnie mieszamy.
  4. Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia i przelewamy do niej ciasto.
  5. Chlebek dekorujemy rozkrojonym bananem i orzechami. Możemy też polać go łyżką masła orzechowego zmieszanego z syropem klonowym.
  6. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 45minut.
 

piątek, 4 marca 2016

Chleb z kaszy gryczanej

Mam wiele zaległych przepisów, które powinny były  trafić tutaj dawno temu. Muszą jednak poczekać. Dzisiaj natomiast chcę się podzielić moim nowym odkryciem. Nieco dziwacznym i wręcz niedorzecznie prostym, jednoskładnikowym chlebem  z kaszy gryczanej. Odkryłam go przez przypadek na Instagramie (który nieustannie pożera mój wolny czas, uważam że aplikacja ta  powinna być opatrzona ostrzeżeniem- UZALEŻNIA) i w przeciągu tygodnia zdążyłam upiec go dwa razy. Przyznam, że początkowo nie wierzyłam, iż wymoczona i zmaltretowana blenderem kasza może zaowocować chlebem. A jednak... kuchenna egzystencja bywa czasem zaskakująco prosta i piękna. Takie małe drobiazgi bywają istotne, szczególnie gdy w innych sferach życia bywa tak sobie, mało kolorowo, bądź konfliktowo. W takich chwilach pieczenie, to moja terapia, która zastąpiła pochłanianie w nadmiarze sfermentowanego soku z winogron. 
Wielu z nas szuka alternatywy dla tradycyjnego pieczywa. Jedni rezygnację z glutenu uważają za modę, inni za pozytywną zmianę, która poprawiła ich jakość życia. Dla mnie zjadanie każdego dnia takiej samej kromki chleba jest zwyczajnie nudne, więc lubię eksperymentować i sprawdzać nowe smaki. Nie oczekuję też od chleba zrobionego z kaszy, że będzie smakował w konwencjonalny sposób. Jeśli jesteście ciekawi tego niezwykłego wypieku- zacznijcie namaczać kaszę!


Składniki:
  • 400g niepalonej kaszy gryczanej
  • łyżeczka soli
  • woda
Sposób wykonania:
  1. Kaszę zalewamy wodą na 24 godziny.
  2. Odlewamy nadmiar wody (jeśli kasza nie wchłonęła całej) i blendujemy z łyżeczką soli. (ciasto powinno mieć konsystencję budyniu)
  3. Zblendowaną kaszę przekładamy do miski i zostawiamy na 12 godzin aby dalej fermentowała.
  4. Ciasto przekładamy do keksówki wyłożonej pergaminem i pieczemy przez około godziny w 200 stopniach. 

Odwiedź moją nową stronę www.dietetycznarownowaga.com
 

Konsultacje dietetyczne:
  • stacjonarne                   
  • mobilne
  • on-line 
 Jadłospisy 7 i 14-dniowe

Porady

Przepisy



czwartek, 3 marca 2016

Muffiny z masłem orzechowym


Składniki:

  • szklanka mleka roślinnego
  • 6 łyżek oleju
  • 2/3 szklanki cukru trzcinowego
  • 1/2 szklanki masła orzechowego
  • 1 i 1/2 szklanka mąki
  • 2 łyżeczki wanilii
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • garść uprażonych i pociętych orzeszków ziemnych
  • 1/2 tabliczki pokruszonej gorzkiej czekolady 

Sposób wykonania:

  1. W dużej misce łączymy mąkę z proszkiem do pieczenia, solą, orzeszkami ziemnymi i pokruszoną czekoladą.
  2. W osobnej misce umieszczamy mleko, wanilię, cukier i masło orzechowe. Dokładnie mieszamy.
  3. Mokre składniki wlewamy do suchych i mieszamy. Masa jest zbyt gęsta możemy dodać nieco więcej mleka roślinnego.
  4. Ciasto wlewamy do foremek na muffiny wyłożonych papierowymi wkładami.
  5. Muffiny pieczemy w temperaturze 190 stopni przez 22-25 minut. 
 

Ponad półtorej roku spędzone na ojczystej ziemi, chcąc nie chcąc skłania do refleksji. Staram się jednak tych przemyśleń nie dopuszczać do głosu w nadmiarze, bo wiem że tego rodzaju analizy kończą się na równi pochyłej. Polska jaka jest -każdy widzi, a mnie nie pomaga to, że w trakcie międzykontynentalnej przeprowadzki zgubiłam moje potłuczone różowe okulary.
Moja ostatnia wizyta u dentysty uświadomiła mi to, że ja chyba przyzwyczaiłam się do życia ze znieczuleniem. W poukładanym społeczeństwie, które nieustannie się uśmiecha, przestrzega prawa i dba o porządek. Odwykłam od syfu, chamstwa i bezmyślnego łamania reguł, które przecież ustalamy, żeby było nam lepiej. Do niedawna każdy przejaw tej polskiej ,,niesfornej natury” właził mi pod skórę tak głęboko, że każde niemal wyjście z domu kończyło się złym humorem i chęcią pakowania walizek.

Krzewy wypuszczają pierwsze pąki;) Chyba idzie wiosna:)

Po 20 miesiącach wiem, że chyba nigdy nie będę umiała traktować większości tych drażniących mnie zjawisk z lekkością i humorem  godnym Davida Lebovitza. Może wynika to także z faktu, że Polska nie jest moją ,,przybraną” ojczyzną, ale miejscem w którym się urodziłam. Chyba dlatego mam wobec niej większe wymagania. Postanowiłam jednak obniżyć poprzeczkę pod wpływem mądrych książek i jeszcze mądrzejszej medytacji;) Bo walka z rzeczywistością i samą sobą tylko mnie unieszczęśliwia, utrudnia funkcjonowanie tu i teraz, a przecież to jedyne tak naprawdę się liczy- chwila obecna. Kiedy nie możemy czegoś zmienić, pozostaje nam ciągłe niezadowolenie albo akceptacja. Na dzień dzisiejszy wybrałam to drugie, choć wiem, że wymaga to nieustannej pracy nad sobą, kontrolowania swojego ,,monkey mind”, który uwielbia hodować negatywne myśli . Wiem, że życie często będzie przypominać taczki wypełnione kamieniami, które trzeba pchać pod górę (niezależnie od kontynentu, na którym się znajduję). Ja zwyczajnie chcę spróbować je oswoić  albo nawet polubić. 



czwartek, 25 lutego 2016

Wegańskie biscotti


Ilość nieopublikowanych przepisów zaczyna się mnożyć i piętrzyć. Mój wewnętrzny ,,control freak" zaczyna się lekko denerwować, bo przepisy lubię mieć zarchiwizowane tak samo jak wszelkiego rodzaju rachunki i inne takie przykre oraz nudne sprawy związane z dorosłym życiem. Co prawda  spraw kuchennych nie zaliczam do powyższej kategorii, no chyba że są to kopytka, które potrafią doprowadzić mnie na skraj załamania nerwowego i wyrzucenia z siebie wiązanki bluzg, której nie powstydziłby się niejeden żul. Nigdy nie miałam serca i talentu do rodzimej kuchni, a próba wykonania tych banalnych dla reszty społeczeństwa klusek jedynie to potwierdziła. Zrobienie gołąbków bez wsparcia mojego męża uważam za niewykonalne, zresztą nawet z jego pomocą po tej całej aferze związanej z zawijaniem liści kapusty dostaję tygodniowego wstrętu do kuchni. Mistrzynią kapustno-ryżowego ,,origami" jest moja mama... i niech tak pozostanie. Według mojej rodzicielki gołąbki to prosta i szybka potrawa, no ale ona przetrwała żywność na kartki i pieluchy tetrowe, co chyba wiele tłumaczy. Jednak pomimo umiejętności walki z przeciwnościami losu... i liśćmi kapusty...pieczenie ciast i ciastek bez jajek i całej reszty odzwierzęcych składników jest dla mojej mamy trudną do pojęcia koncepcją. W tym przypadku to ja jestem tą, która nie widzi najmniejszego problemu. Co więcej, nieustannie szukam pretekstu żeby wytwarzać roślinne słodkości. Dlatego gdy nadszedł czas urodzin rodzicielki ochoczo zabrałam się pracy, która jest dla mnie czystą przyjemnością. Chociaż przymiotnik ,,czysta'' chyba nie całkiem tu pasuje;) Kolejny raz zostałam poproszona o upieczenie dyniowego ciasta. Wiem, że to mało urodzinowy wypiek, więc jedynie co mogłam zrobić, to postarać się go na tę okazję udekorować. Resztę dyniowego puree postanowiłam wykorzystać do stworzenia biscotti, które zrobiły prawdziwą furorę. Jeśli tak jak ja mrozicie dynię, czym prędzej biegnijcie ją rozmrozić. Naprawdę warto!

  
Składniki:

     
  • 1/2 szklanki rozpuszczonego oleju kokosowego
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki puree z dyni
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 2 i 1/4 szklanki mąki
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 łyżka startej skórki pomarańczowej
  • garść uprażonych na patelni posiekanych migdałów

Sposób wykonania:

  1. Olej koksowy mieszamy z cukrem , dyniowym puree oraz ekstraktem waniliowym. 
  2. Dodajemy mąkę, proszek do pieczenia, sól oraz skórkę pomarańczową. Mieszamy do uzyskania jednolitej masy.
  3. Wsypujemy uprażone migdały i łączymy je z ciastem. Masę dzielimy na pół i formujemy z niej dwa niewielkie chlebki.
  4. Układamy je na blaszce wyłożonej pergaminem i pieczemy przez 25-30 minut w temperaturze 175 stopni.
  5. Upieczone chlebki studzimy przez 5 minut. Po tym czasie delikatnie kroimy je na około 2 cm kawałki. 
  6. Ponownie układamy na blaszce i pieczemy przez 20 minut. Po 10 minutach ciasteczka odwracamy na drugą stronę
  7. Przechowujemy w zamkniętym pojemniku.


czwartek, 11 lutego 2016

Wegańskie snickersy

Wegańskie batoniki bounty i roślinne ptasie mleczko cieszą się na blogu niezmienną popularnością. Nie wiem czy wynika to z tęsknoty za tradycyjnymi słodkościami czy poszukiwaniem zdrowszej alternatywy dla znajomych smaków? Może zwyczajnie potrzebujemy udowodnić sobie i innym, że niczego nie tracimy i z roślinnych produktów potrafimy wyczarować wszystko- nawet bezę
Osobiście nie tęsknię za przetworzonymi batonami z listą składników przyprawiającą o ból głowy, nie czuję też potrzeby przekonywać wszystkich wkoło, że rośliny są lepsze od zwierząt, lubię natomiast eksperymentować w kuchni, szczególnie gdy efekt moich działań  ma słodki smak. A że zmieszanie daktyli z masłem orzechowym i zanurzenie owej mieszanki w czekoladzie przypomina w smaku snickersa- nie moja w tym wina;)




Składniki:

  • 16 daktyli medjool
  • 2 łyżki masła orzechowego
  • 1 łyżka syropu klonowego (można pominąć)
  • 1 łyżka wody (2 jeśli nie dodajesz syropu klonowego)
  • 3/4 szklanki prażonych i solonych orzeszków ziemnych
  • tabliczka gorzkiej czekolady

Sposób wykonania:

  1. Daktyle, masło orzechowe, syrop i wodę umieszczamy w malakserze. Wszystkie składniki miksujemy do czasu aż uzyskamy gładką masę.
  2. Z daktylowej masy na papierze do pieczenia formujemy kwadrat. 
  3. Orzeszki ziemne wysypujemy na daktylową bazę i dociskamy.
  4. Całość umieszczamy w zamrażarce na około 30-60minut.
  5. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Możemy dodać łyżkę oleju koksowego jeśli wolimy miękką polewę.
  6. Po schłodzeniu bazy, kroimy ją na niewielkie kwadraty albo prostokąty. Zanurzamy je w rozpuszczonej czekoladzie i układamy na papierze do pieczenia.
  7. Przechowujemy w lodówce.
 
Odwiedź moją nową stronę www.dietetycznarownowaga.com
 

Konsultacje dietetyczne:
  • stacjonarne                   
  • mobilne
  • on-line 
 Jadłospisy 7 i 14-dniowe

Porady

Przepisy




wtorek, 9 lutego 2016

Wegański smalec z fasoli

Był chleb, więc nadszedł czas na coś do chleba. Przyznam, że jestem wielką fanką wegańskich pasztetów, bo są tak smaczne i sycące, że potrafią zadowolić nawet niereformowalnych mięsożerców. Niestety przygotowanie tego rodzaju potraw, choć nie jest szczególnie skomplikowana, wymaga jednak nieco czasu. Kiedy potrzebujemy szybkiego ,,smarowidła" świetnie sprawdzają się wszelkiego rodzaju fasolowe pasty. 
W trakcie ostatnich egzaminów, zdecydowanie częściej wertowałam książki kucharskie, niż moje notatki z wykładów. Dzięki temu natknęłam się na świetny przepis autorstwa Marty Dymek. Jest szybki, prosty, nie zawiera dziwacznych składników, a do tego rewelacyjnie smakuje. Czy przypomina smalec? - tego nie wiem, gdyż tego rodzaju tłuszcz miałam okazję jeść we wczesnym dzieciństwie- czyli ,,lata świetlne" temu. Kiedy zyskałam jako taką świadomość, smalec uznałam za ,,obleśny" wytwór, który nigdy więcej nie dostał się do moich ust. Dlatego w pierwszym odruchu, nazwa tej pasty nieco mnie zniechęciła, nie odczuwam też potrzeby odnajdywania zwierzęcych smaków w roślinach;) Postanowiłam jednak dać mu szansę i nie pożałowałam :) 


Składniki: 
  • 1 puszka białej fasoli
  • 2 cebule
  • 4 suszone śliwki
  • 2 liście laurowe
  • 1 ziele angielskie
  • 1 goździk
  • 1/2 łyżeczki majeranku
  • 1/4 szklanka zimnej wody
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • olej do podsmażenia cebuli
  • sól, pieprz

Sposób wykonania: 

  1. Cebule kroimy w kostkę i podsmażamy wraz z liściem laurowym, zielem angielskim i goździkiem. Na końcu usuwamy przyprawy.
  2. Fasolę łączymy z majerankiem, solą, pieprzem, sosem sojowym i wodą. Miksujemy za pomocą blendera ręcznego albo malaksera.
  3. Dodajemy cebulę i pokrojone śliwki. Miksujemy jeszcze przez chwilę na niskich obrotach, tak by nie rozdrobnić całkowicie śliwek i cebuli.
Przepis pochodzi z książki ,,Jadłonomia" autorstwa Marty Dymek


Odwiedź moją nową stronę www.dietetycznarownowaga.com
 

Konsultacje dietetyczne:
  • stacjonarne                   
  • mobilne
  • on-line 
 Jadłospisy 7 i 14-dniowe

Porady

Przepisy


środa, 3 lutego 2016

Chleb jaglany z dużą ilością ziaren


Decyzja zapadła. W tym roku pączków nie będzie! Choć przyzna, że gdy patrzę na nowy przepis Jadłonomi zaczynam się łamać. Jest w nich batat, którego uwielbiam, a smażenie zostało zastąpione pieczeniem, co rzecz jasna zachęca mnie jeszcze bardziej do kulinarnych działań. No ale, trzeba być twardym w swoich postanowieniach;) Te ostatnio dotyczą rezygnacji z glutenu, który sprawia, że bywam ospała i nie do końca z siebie zadowolona. W obecności chleba i buł zaczynam się zachowywać jak osoba, którą dotyka amnezja dotycząca innych produktów. Co więcej, kilka miesięcy temu  wkroczyłam, po raz kolejny w moim życiu, na edukacyjną ścieżkę. Wreszcie zaczęłam uczyć się tego, co od zawsze  było moim zainteresowaniem, ale jakoś lata temu nie wpadłam na to by podjąć studia z tym związane. Uznałam, że w chwili obecnej na studia dietetyczne jestem trochę za stara (choć to tylko wymówki;)). Obawiałam się także rozpoczęcia kilkuletniej edukacji w kraju, do którego nie jestem w 100% przekonana. Postanowiłam więc iść na skróty i uczyć się w rocznej szkole. Choć szkoła ta nie do końca spełnia moje oczekiwania, daje dużo do myślenia, zachęca do poszukiwań i nieustannego kwestionowania własnych przekonań. Na szczęście mój wiek działa tutaj na korzyść, bo nie czuję frustracji gdy nie zgadzam się z poglądami wykładowców. Potrafię być otwarta na informację, które niekoniecznie są mi ,,po drodze". Cieszę się także, że mam okazję nadrobić braki i usystematyzować swoją wiedzę w kwestiach, które często pomijałam, bo ich przyswojenie wydawało  mi się trudne bądź nudne.  
Sporo naszych szkolnych rozmów dotyczy glutenu, związanych z nim alergii i chorób. Jestem osobą, która uwielbia być własnym królikiem doświadczalnym. Nie traktuję też eliminacji w kategoriach deprywacji, uważam że rezygnacja z czegoś jest motywacją do poznania czegoś nowego. Dlatego chętnie kombinuję, obserwuje samą siebie i poznaje nowe smaki.
Przeglądając stary numer ,,Slowly veggie!" natknęłam się na chleb z kaszy jaglanej o zabawnie brzmiącej nazwie ,,zdrowy konkret". I faktycznie konkretnie można sobie nim pojeść ;)



Składniki:

  • 1/2 szklanki pestek dyni
  • 1/2 szklanki słonecznika
  • 3/4 szklanki całych ziaren siemienia lnianego
  • 10 łyżek mielonego siemienia lnianego
  • 5 łyżek sezamu
  • 1/2 szklanki lekko uprażonych na patelni orzechów np. włoskich
  • 1 szklanka (200g) kaszy jaglanej (waga przed ugotowaniem)
  • łyżeczka soli
  • 5 łyżek oleju
  • 1 łyżka słodu w płynie-np. syropu klonowego ( ja miałam pod ręką melasę buraczaną)
  • 1,5 szklanki wody 

Sposób wykonania:

  1. Gotujemy kaszę jaglaną najlepiej kilka godzin przed pieczeniem chleba.
  2. W dużej misce łączymy wszystkie suche składniki.
  3. Kaszę jaglaną blendujemy z olejem, płynnym słodem oraz 1 i 1/4 szklanki wody.
  4. Do suchych składników dodajemy kaszę jaglaną, wszystko dokładnie mieszamy. Jeśli masa jest zbyt sucha dodajemy resztę wody.
  5. Mieszankę odstawiamy na godzinę.
  6. Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy do niej masę.
  7. Chleb pieczemy przez godzinę w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
  8. Po upływie godziny chleb wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy w formie do całkowitego wystudzenia (najlepiej na noc).
  9. Jeśli nie zjemy całego chleba w przeciągu 3 dni, należy zawinąć go szczelnie i przechowywać w lodówce. Nadaje się również do zamrożenia.