wtorek, 20 marca 2018

Jak nie zwariować w okolicach czterdziestki oraz przepis na wegański gulasz z ciecierzycy

Od ostatniego wpisu minęły dwa miesiące, niełatwe miesiące. Czas złego samopoczucia, podejmowania trudnych decyzji i powolnego ,,dochodzenia do siebie".
Na początku lutego doszłam do wniosku, że muszę stać się swoją własną pacjentką. Że potrzebuję przestać stawiać na pierwszym miejscu innych ludzi i na poważnie zająć się  sobą. W około-świątecznym czasie miałam wrażenie, iż mam wszystko pod kontrolą, że trzymam się całkiem dzielnie w natłoku spotkań, które nieodłącznie w tym sezonie wiążą się z kawą, cukrem, glutenem albo alkoholem. Niestety często nasze wyobrażenie na temat naszego postępowania rozmywa się z rzeczywistością. Wiedza plus dobre chęci nie równają się właściwym działaniom. Wygląda na to, że nawet dietetyk potrafi się oszukiwać;) 
Potworne zmęczenie, rozmaitego rodzaju bóle, zmienny nastrój, PMS trwający niemal cały miesiąc i jeszcze kilka nieprzyjemnych symptomów sprawiły, że z początkiem lutego powiedziałam sobie- dość! Jakimś cudem znalazłam  czas i ochotę na zagłębienie się w książce, która sprawiła, iż doznałam ,,oświecenia";).  W ,,The hormone cure" Sary Gottfield, MD znalazłam rozwiązanie. Kto by pomyślał, że już przed 40 rokiem życia można zacząć odczuwać objawy menopauzy i że ratunkiem mogą być dieta, styl życia i zioła. 
Wiadomo jednak, że te niby proste rozwiązania bywają ogromnym wyzwaniem. Zrezygnowanie z tak wielu rzeczy, które sprawiają nam przyjemność bywa dla wielu ponad siły. Zweryfikowanie swoich poglądów, zejście z dotychczasowej drogi i cierpliwe czekanie na rezultaty nie jest łatwe. Na chwilę obecną porzuciłam weganizm (choć staram się by moja dieta w 80-90% była jednak oparta na roślinach), zmianie uległo moje rygorystyczne podejście do wysiłku fizycznego, na krótką chwilę zrezygnowałam z niego całkowicie i postanowiłam słuchać swojego ciała. Powróciłam do systematycznej medytacji. Po pięciu tygodniach wprowadzania zmian, które początkowo wydawały mi się egzystencją umartwiającego się mnicha, pożegnałam się z wszystkimi nieprzyjemnymi objawami wchodzenia w kolejną dekadę życia:)
Więcej na temat podjętych przeze mnie działań postaram się niebawem napisać TUTAJ.  
Zastosowany protokół sprawił, że całkowicie pożegnałam się ze słodyczami. Na chwilę obecną zrezygnowałam nawet z suszonych owoców, więc desery na bazie daktyli przestały wchodzić w rachubę:( Moją nową ulubioną słodką przekąska stał się banan z dodatkiem masła migdałowego, orzechowego albo tahini. I o dziwo ten prosty ,,deser" potrafi mnie usatysfakcjonować, choć przyznam, że miewam dni, w które ,,prześladuje mnie" czekolada;)
Mój sposób odżywiania stał się tak niezwykle prosty, że trudno znaleźć w moim jadłospisie przepis na danie popisowe;) Raz na jakiś czas przyrządzę potrawę z jakiegoś bloga bądź książki, reszta moich posiłków to totalny ,,nudny" freestyle. Dlatego dzisiaj ,,posiłkuję się" książką Jadłonomi, z której pochodzi poniższy przepis. Oczywiście moje danie odbiega nieco od oryginału, bo zazwyczaj gotując wyznaję zasadę- wrzucam to co mam i nie przejmuję się tym czego nie posiadam;)


Składniki:

  • 1/2 cebuli
  • kawałek imbiru (2-3 cm) 
  • batat
  • 2 szklanki ugotowanej ciecierzycy (można użyć ciecierzycy ze słoika albo puszki)
  • opakowanie krojonych pomidorów (400-500 ml)
  • szklanka wywaru z warzyw albo wody
  • 4 łyżki masła orzechowego
  • łyżka soku z cytryny albo limonki
  • garść szpinaku albo jarmużu
  • olej do smażenia (osobiście poddusiłam warzywa na wodzie)
  •  1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • 1/4 łyżeczki kolendry
  • 1/4 łyżeczki płatków chili
  • sól
  • pieprz
  • posiekane orzeszki ziemne do dekoracji (opcjonalnie)
Sposób wykonania:
  1. Imbir zetrzeć, cebulę posiekać, batata pokroić w kostki.
  2. Imbir i cebulę podsmażać przez 1-2 minuty.
  3. Dodać batata, ciecierzycę oraz przyprawy. Podsmażać 1-2 minuty. 
  4. Wlać pomidory i dusić przez około 3 minuty.
  5. Dodać wywar z warzyw, masło orzechowe i gotować gulasz przez 20-25 minut. 
  6. Na koniec dodać szpinak bądź jarmuż oraz sok z cytryny.
  7. W razie potrzeby dodać więcej wywaru albo wody i doprawić do smaku.


piątek, 12 stycznia 2018

Orkiszowe ciasteczka z dynią

Świętowanie zakończone...wreszcie...
Zawsze obiecuję sobie, że nie dam się ponieść świątecznym szaleństwom, ale jak każdy miewam  słabości. Pośród bożonarodzeniowych potraw kuszą mnie jedynie... słodycze. I choć celowo piekę niewiele i do tego mało tradycyjne ciasta, to jednak ostatecznie kończę z górą wypieków przyniesionych przez znajomych i rodzinę. No cóż taki czas, jakoś trzeba go przetrwać i naprawić wyrządzone przez cukier szkody. Niestety i tym razem skończyło się ponoworocznym zmęczeniem, przeziębieniem i dodatkowym kilogramem;) Na szczęście po tygodniowym powrocie do mojej przedświątecznej rutyny wszystko wróciło do normy:)
Oczywiście ,,wyplątanie się" z niezdrowych świątecznych nawyków bywa trudne przez pierwsze kilka dni, bo przecież pyszne ciasto zjadane na śniadanie w towarzystwie kawy, męża i zmierzwionej pościeli to mój poranek idealny. I kiedy przychodzi pora zamienić tą idylliczną scenerię na pobudkę z czarną kawą, skrzynką emailową i wizją wczesnego treningu- bywa ciężko. Jednak rutyna ma to do siebie, że wchodzi w krew. Jeśli przynosi pozytywne efekty zaczyna wręcz cieszyć, więc nie marudźmy, tylko zabierzmy się za wprowadzanie pozytywnych zmian.
U mnie poświąteczne zmiany oznaczają powrót do sporadycznych wypieków, głównie dla rodziny i znajomych. Nadchodzi weekend, więc mam zezwolenie na pieczenie;) Dzisiejszy przepis , to wegańskie ciasteczka orkiszowe z dodatkiem dyni.


Składniki:
  • 1 szklanka puree z dyni
  • 2 szklanki mąki orkiszowej
  • 1 szklanka mąki pszennej 
  • 1 szklanka cukru
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • szczypta soli
  • 1/2 szklanki płynnego oleju kokosowego
  • 1 łyżka nasion chia z dodatkiem 3 łyżek wody (można zastąpić mielonym siemieniem lnianym)
  • 100 g gorzkiej czekolady
Sposób wykonania:
  1. W dużej misce zmieszać suche składniki.
  2. Dodać resztę składników i dokładnie wymieszać. Jeśli ciasto jest zbyt mokre, dodać więcej mąki.
  3.  Ciasto rozłożyć na blacie kuchennym i wycinać niewielkie kółka. (można również formować ciasteczka w rękach.
  4. Ciasteczka układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
  5. Piec przez około 20 minut w temperaturze 175 stopni C.
  6. Pokruszoną czekoladę umieścić w niewielkim naczyniu i rozpuścić w kąpieli wodnej.
  7. Całkowicie wystudzone ciasteczka zamaczać do połowy w czekoladzie.
SMACZNEGO :)

Nowy przepis na wegańską zupę meksykańską KLIKNIJ TUTAJ.


Konsultacje dietetyczne, jadłospisy, przepisy, porady https://dietetycznarownowaga.com/

 

niedziela, 26 listopada 2017

Jesienna kruszonka


Ten przepis powstał rok temu, dokładnie po amerykańskich wyborach prezydenckich, które wygrał gość w kolorze persimona. Przyznam, że potrzebowałam pocieszenia w formie deseru, bo niestety jakoś nadal mam tendencje do przeżywania tego co dzieje się across the pond. 
Polska przez ostanie lata stara się jak może przybliżyć mnie do mojego drugiego domu. ,,Adopcja" Black Friday stała się oficjalna (tylko zapomniano o Święcie Dziękczynienia;) Starbucksy wyrastają jak grzyby po deszczu, jest Netflix i Forever21, ale wciąż brakuje świeżego powietrza;( Ciężko oddychać w nadwiślanym kraju z nadejściem pierwszych chłodniejszych dni. O tym jak wpływa na nas smog i jak się przed nim (choć trochę) chronić- przeczytacie TUTAJ.
Wczoraj ze względu na makabryczne zanieczyszczenie zamiast porannego sobotniego spaceru wybrałam siedzenie w zamkniętym pomieszczeniu i pracowanie. Takie dni nadal budzą we mnie wiele pytań. W to sobotnie przedpołudnie bilansując jadłospis zastanawiałam się jednocześnie co z mojego obecnego życia zmieściłoby się w jednej walizce i podręcznym bagażu. Nie wiem czy kiedykolwiek poczuję się w 100% we właściwym miejscu. Ale w chwili obecnej jestem z tym pogodzona i potrafię z tym funkcjonować. Ok, koniec postemigracyjnych rozważań.

Jeśli chcesz ten przepis ,,w towarzystwie" 24 innych słodkości w zdrowszym wydaniu w formie ebooka zapraszam TUTAJ.

 Wypełnij formularz na końcu strony, albo przejdź do zakładki kontakt. W treści wiadomości napisz o czym chcesz przeczytać na blogu w najbliższym czasie (tematyka: zdrowie, odchudzanie, przepisy).



 
Składniki:

  • duże jabłko
  • słodka gruszka
  • dojrzały persimon
  • garść dowolnych owoców leśnych (mogą być mrożone)
  • łyżka nasion chia
  • szklanka mąki owsianej
  • szklanka płatków owsianych
  • 1/4 szklanki oleju kokosowego
  • 1/4 szklanki syropu klonowego + 1 łyżka
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • szczypta soli

Sposób wykonania:
  1. Owoce obieramy, kroimy na drobne kawałki i mieszamy z owocami leśnymi, łyżką nasion chia oraz łyżką syropu klonowego. (Możemy również dodać sok wyciśnięty z pomarańczy jeśli chcemy)
  2. Mąkę owsianą mieszamy z płatkami owsianymi, cynamonem i szczyptą soli.
  3. Do owsianej mieszanki wlewamy syrop klonowy oraz rozpuszczony olej kokosowy i dokładnie mieszamy.
  4. Na spód żaroodpornego naczynia ( u mnie o wymiarach 13x23 cm) posmarowanego olejem układamy owoce. Owoce posypujemy kruszonką.
  5. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 175 stopni przez około 40 minut.
  6. Podajemy na ciepło z kokosową śmietanką (przepis na nią znajdziesz np. tutaj ) albo roślinnym jogurtem.


Konsultacje dietetyczne, jadłospisy, przepisy porady https://dietetycznarownowaga.com/


poniedziałek, 20 listopada 2017

Masło z nerkowców i kokosa

Mamy tydzień zero waste, o którym możecie przeczytać TUTAJ. Lubię minimalizować odpady na wszelkie możliwe sposoby. Jednym z nich jest samodzielne robienie maseł z orzechów albo nasion. Pamiętajcie jednak, że aby masło było faktycznie ,,bez śmieciowe'' musicie przyjść do sklepu z własnym opakowaniem i kupić orzechy na wagę. Jednym z moich ulubionych miejsc w Krakowie, które pozwala na przyjemne zakupy tego typy są Delikatesy Zdrowo. Pracujące w nich osoby są niesamowicie otwarte jeśli chodzi o grymaszenie i przynoszenie własnych opakowań. Ale nie tylko tam zrobimy zakupy tego rodzaju. Nawet Auchan i Carrefour, za którymi osobiście nie przepadam, pozwolą nam na zakupy z minimalną ilością odpadów. Jedyny warunek jaki musimy spełnić, to CHCIEĆ, resztę jakoś można obejść;)
Dzisiejsze masło wychodzi nieco poza standard sklepowej półki przeciętnego polskiego sklepu, na której królują produkty z orzeszków arachidowych. Czasem odnajdziemy masło z migdałów w kosmicznej cenie. No ale jaki kraj, takie masła, więc nie miejmy szalonych oczekiwań;) Nie marudźmy tylko rozpocznijmy własną domową produkcję. 


Składniki:
  • 300g nerkowców
  • pół szklanki wiórków kokosowych
  • szczypta soli

Sposób wykonania:
  1. Orzechy wysyp na blachę i praż przez około 10 minut w piekarniku nagrzanym do 175 stopni.
  2. Uprażone orzechy umieść w malakserze razem z wiórkami kokosowymi i szczyptą soli.
  3. Blenduj przez około 10 minut zeskrobując co jakiś czas orzechy ze ścianek malaksera.
  4. Przechowuj w szczelnie zamkniętym słoiku.
Ebook na temat diety wegańskiej już dostępny.
Po więcej informacji odwiedź moją nową stronę. https://dietetycznarownowaga.com/uslugi/
 
 

niedziela, 19 listopada 2017

Tydzień zero waste



Dzisiaj bez gotowania, bez przepisu i ...bez śmieci...bo ponoć mamy Tydzień Zero Waste. Przynajmniej tak dowiedziałam się z Instagramu Kasi autorki książki ,,Życie zero waste". A że tematyka ta jest mi bardzo bliska, postanowiłam wrzucić tutaj słów kilka. 
Właściwie to nie wiem czemu ,,pani od diety" poświęca swoją niedzielę na pisanie o rzeczach, o których prawie nikt nie chce czytać, albo nawet myśleć. Może potrzebowałam przerwy od kalorii i komórek tłuszczowych, gramów białka, węglowodanów i tłuszczów. Może chciałam sobie troszkę ponarzekać na ten nasz straszy, zasypany śmieciami świat;) Przez chwilę miałam ochotę napisać zasypaną śmieciami Polskę (bo wiadomo, że lubię na ojczyznę popsioczyć) ale to nie tak. Bo tak naprawdę cały świat jest w jednorazowym amoku, w szale kupowania i wyrzucania. Nikt nie myśli o tym, że słoik rozkłada się milion lat, a folia aluminiowa przetrwa wszystko i wszystkich. No może tylko nieliczne świry takie jak ja, zamiast gotować niedzielny obiad, rozważają jak pozbawić pracy panów z MPO;)
Kiedy zaczynam popadać w ekorozpacz  i postrzegać Polskę w kategoriach przepełnionego śmietnika powracam do felietonu Doroty Masłowskiej ,,Bali", w którym autorka w zabawny i przewrotny sposób pisze o wyidealizowanej przez wszystkich indonezyjskiej wyspie ,,do sprzątania której poza grafikami biur podróży nikt się nie garnie". Masłowska określa Bali jako ,,pół raj, pół śmietnik" przy którym Polska to niemal ,,brzydsza kuzynka Szwecji, która wyszła za mąż za alkoholika, włoski ma ciągle niezrobione i w ogóle średnio jej w życiu poszło."
Ale może nie powinniśmy się porównywać ani do Bali, ani do Szwecji, ani do żadnego innego kraju. Może zwyczajnie powinniśmy zakasać rękawy i zacząć coś robić na własnym podwórku, na którym jest naprawdę bardzo słabo, wręcz przygnębiająco. Bo jak pisze Dorota ,,jest dla nas Polaków ciągle jakaś adrenalina w wyjebaniu starej pralki do lasu". I niestety nie tylko pralki i nie tylko do lasu:( Słowem- jest co robić i warto zacząć od siebie, od naszych mało ekologicznych codziennych nawyków. 
Od czego zacząć? Od plastikowych siat, które są paskudne i obecne wszędzie. Ten nawyk prosto zmienić, nie wymaga wielkich nakładów energii, wydatków ani rozważań. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś POŻEGNAJ SIĘ Z PLASTIKOWĄ SIATĄ DZISIAJ! Nie czekaj na odgórne zakazy i nakazy! Więcej o siatach i siatanistach przeczytasz TUTAJ


Innym pozytywnym i koniecznym krokiem jest pożegnanie się z jednorazowymi kubkami (na kawę, herbatę, wodę, czy cokolwiek innego). I tutaj mamy obecnie pozytywną akcję KLIK, która zachęca do pojawiania się w kawiarniach z własnym kubkiem. Uwierzcie, że się da i że jest to fajna sprawa. Podróżując w tym roku po Stanach wchodziłam do każdego Starbucksa i na każdą stację benzynową z własnym ,,sprzętem". Najczęściej dostawałam zniżkę, wrzącą wodę, z której w samochodzie robiłam ulubioną herbatę otrzymywałam za darmo. Kolejną sprawą jest fakt, że unikając jednorazowych kubków nie narażasz się na toksyczne substancje. Papierowe kubki są w środku najczęściej pokryte plastikową powłoką (o styropianie nie chcę nawet wspominać, bo dawno temu powinien zostać zakazany), pokrywka przez, którą pijesz, to plastik ,,dzięki" któremu znajdziesz w swojej kawie np. bisfenol A. 

Kupuj na wagę i przynoś do sklepu własne torby, ewentualnie używaj papierowych. Niemal w każdym mieście znajdziesz miejsca, w których możesz dokonywać tego rodzaju zakupów. Pamiętaj, że opakowanie często oznacza przetworzone jedzenie, którego należy unikać niczym ognia!


A teraz reszta. Krótko i zwięźle w punktach, bo podobno nie mamy cierpliwości do zbyt dużej ilości znaków;)
  1. Nie kupuj wody w butelkach. Zainwestuj w dobry filtr lub dzbanek z filtrem.
  2. Nie używaj papierowych ręczników i jednorazowych serwetek.
  3. Nie kupuj jedzenia na wynos, a jeśli to robisz- przynieś swoje opakowanie. Unikaj plastikowych pojemników, a szczególnie podgrzewania w nich potraw. Noś własne jezdnie do pracy, będziesz zdrowsza i bogatsza;)
  4. Nie szalej w sklepach odzieżowych;) Zanim coś kupisz pomyśl czy faktycznie nie możesz się bez tego obejść. Więcej o szybkiej modzie TUTAJ.
  5. Używaj mniej kosmetyków, a te które możesz- rób w domu. O domowych kosmetykach niebawem przeczytasz TUTAJ.
  6. Spróbuj diety opartej na roślinach. O jej aspekcie ekologicznym TUTAJ.
  7. Nie marnuj jedzenia. Kupuj tyle ile możesz zjeść. Nadmiar zamrażaj.
  8. Korzystaj z komunikacji miejskiej. Wiem, że bywa daleka od ideału, ale stoisz w mniejszych korkach i możesz np. poczytać książkę.
Zapewne o czymś zapomniałam;) Jeśli masz ochotę podzielić się swoimi strategiami na ograniczenie odpadów-zostaw komentarz.

O gnębiącym nasze miasta smogu i o tym jak sobie z nim radzić przeczytasz TUTAJ

Po przepisy, porady, jadłospisy, konsultacje dietetyczne odwiedź moją stronę 


wtorek, 14 listopada 2017

Pieczone chipsy



Poniższy przepis zrodził się dawno temu w kraju ,,Super size me";) Nie wiedziała co począć z napoczętą paczką 20 tortilli zakupioną przez małżonka wyznającego filozofię ,,more is more". Nie znoszę marnowania jedzenia, ale wizja codziennego burrita też mi nie pasowała. Akurat wpadali znajomi, więc pocięłam stos tortilli i wrzuciłam na chwilę do piekarnika. Tym sposobem powstała zdrowsza wersja chipsów, którą uwielbiają wszyscy. 
Chipsy te są świetnym dodatkiem do guacamole, przepis na ,,odchudzoną" wersję z dodatkiem zielonego groszku znajdziesz TUTAJ.

Składniki:
  • opakowanie tortilli 
  • trochę oliwy albo oleju
  • sól

Sposób wykonania:

  1. Tortille nasmaruj odrobinę oleju i pokrój na trójkąty.
  2. Piekarnik rozgrzej do 175 stopni .
  3. Ułóż pokrojone tortille na blasze (jedną warstwę) i oprósz solą (możesz dodać inne ulubione przyprawy).
  4. Zapiekaj przez 5-7 minut. Wyjmij blachę i przewróć chipsy na drugą stronę. Zapiekaj kolejne 5 minut. (czas zapiekania może różnić się w zależności od piekarnika oraz osobistych preferencji)
  5. Powtórz z kolejną partią chipsów.
  6. Podawaj z guacamole albo innym dipem. Przepis na guacamole z zielonym groszkiem znajdziesz TUTAJ.

Ebook na temat diety wegańskiej KLIKNIJ TUTAJ.

Odwiedź moją nową stronę po przepisy, porady, konsultacje dietetyczne, pomoc w bilansowaniu diety wegańskiej
 https://dietetycznarownowaga.com/


piątek, 10 listopada 2017

Wegańskie drożdżówki z czekoladą i sezamem



Nie sądziłam, że kiedyś nadejdzie dzień  w którym stwierdzę, że imprezowanie przestaje mnie cieszyć, że alkohol i nadmiar jedzenie zwyczajnie mnie męczą. Że zamiast popadać w glutenową, alkoholową bądź cukrową komę, wolę pochłonąć warzywa z tofu i edukować się oglądając Adrenal Reset Summit. Nie wiem czy to zboczenie zawodowe, czy zbliżające się milowym krokiem czterdzieste urodziny? Może jedno i drugie:/
Jakiś czas temu wypiek taki jak ten, na który przepis znajdziecie poniżej, należał do stałego repertuaru. Dzisiaj zjadam jedną porcję i mówię dziękuję na tydzień...albo jeszcze dłużej. Ale nadarzyła się okazja by nastawić piekarnik na program- gluten w połączeniu z cukrem, więc z radością ją wykorzystałam. Bo pieczenie nadal mnie niezmiernie cieszy, choć mistrzynią drożdżowego ciasta nie jestem i raczej nigdy nie będę, nawet nie mam takich ambicji;) To co wyjęłam z piekarnika miało tak nieudolne i dziwaczne kształty, że aż mnie rozbawiło. Dlatego postanowiłam uwiecznić moje koślawe wytwory i podzielić się przepisem.

  
Składniki (8 porcji):

  • 100ml mleka sojowego albo innego roślinnego
  • 120ml ciepłej wody
  • 50 ml oleju rzepakowego
  • 1 łyżka tahini
  • 5 łyżek syropu klonowego
  • 20g świeżych drożdży
  • 400g mąki (około 3 szklanek)
  • 100g gorzkiej czekolady
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 6 łyżek sezamu 
  • 1-2 łyżki  syropu klonowego
  • łyżka oleju
  • trochę wody

Sposób wykonania:

  1. W dużej misce umieść pokruszone drożdże. Zalej je ciepłym mlekiem połączonym z ciepłą wodą, dokładnie wymieszaj i odstaw na 5 minut.
  2. Do drożdży dodaj olej, syrop, tahini i sól. Wymieszaj.
  3. Czekoladę posiekaj na grube kawałki.Dodaj do mokrych składników.
  4. Stopniowo wsypuj przesianą wcześniej mąkę. Składniki wyrób na gładkie ciasto. Przykryj i odstaw w ciepłe miejsce na około godzinę.
  5. Na suchej patelni upraż sezam i wysyp go na talerz. 1-2 łyżki syropu klonowego  zmieszaj z niewielką ilością wody.
  6. Ciasto podziel na 8 części. Uformuj kulki i posmaruj je niewielką ilością oleju.
  7. W każdej kulce zrób dziurkę i rozciągnij je do średnicy około 5 cm.
  8. Tak przygotowane oponki zanurzaj w syropie z wodą a następnie otaczaj w sezamie.
  9. Gotowe drożdżówki ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
  10. Piecz 25 minut w 180 stopniach.
Wartość odżywcza 1 porcji:

energia 439,7 kcal
białko 9,1 g
tłuszcz 18,1 g
węglowodany 60,1 g

Ebook na temat diety wegańskiej KLIKNIJ TUTAJ.

 Odwiedź moją nową stronę po przepisy, porady, konsultacje dietetyczne, jadłospisy 

https://dietetycznarownowaga.com/