czwartek, 15 września 2016

Ciasto jaglane z gruszką


Moje powakacyjne postanowienie dotyczące redukcji plastiku i w ogóle żywności zapakowanej w cokolwiek, a także próba spożywania jak najmniejszej ilości cukru, sprawiają że moje wypieki stają się wyzwaniem idącym o krok dalej. Jak widać eliminacja produktów odzwierzęcych to dla mnie za mało;)
Przyznam, że fanką kaszy jaglanej nie jestem. W wersji śniadaniowej raczej nigdy u mnie nie występuje, choć przemycam ją do pasztetów z soczewicą, które uwielbiam. Ale jaglanka w formie ciasta, to inna sprawa. Deserowi potrafię wybaczyć nawet obecność kaszy;)
Przepis znalazłam w magazynie dla kobiet, których z zasady nie kupuję, bo uważam że to zbędna makulatura. Kolorowe gazetki, tak jak telewizja mają tendencję do mówienia kobietom co z nimi jest nie tak, że ich związki są do bani, twarze potrzebują kolejnego kremu, ciało serii niedorzecznych zabiegów, psychika dogłębnej terapii, a zawartość szafy-wiadomo nadaje się co sezon do wymiany.  Staram się unikać tego wszystkiego, choć  co jakiś czas moja mama podrzuca mi jakieś dwa kolorowe tytuły, żebym już całkiem nie zdziczała w tym swoim braku kontaktu z cywilizacją;) Jest pośród nich Uroda Życia, którą lubię za niewielką ilość zawartego w niej bełkotu. Za wywiady z Jackiem Masłowskim, który naprawdę potrafi przybliżyć kobietom zasady funkcjonowania facetów, za kulturalne nowinki i gotowanie z  Agnieszką Maciąg. Poniższy przepis jest jej autorstwa. Co prawda przerobiłam go nieco na swój użytek, bo uważam że przepisy są w większości od tego, żeby je dostosowywać do własnych potrzeb i upodobań. Ok, nie opóźniam dłużej swoimi wywodami i podaję recepturę.

Składniki:

  • 1,5 szklanki kaszy jaglanej (300g)
  • dojrzała gruszka
  • dojrzały banan*
  • skórka otarta ze sparzonej pomarańczy
  • garść rodzynek
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 5 łyżek mąki owsianej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 10 miękkich dużych daktyli bez pestek
  • 3 łyżki cukru**
  • 2 łyżki mielonego siemienia lnianego

Sposób wykonania:

  1. Kaszę płuczemy, przelewamy wrzątkiem i zalewamy 3 szklankami wody. Gotujemy na wolnym ogniu przez około 25-30 minut.  
  2. Siemię lniane zalewamy 6 łyżkami ciepłej wody. 
  3. Gruszkę oraz banana (można użyć 2 gruszek jeśli są bardzo słodkie) obieramy, kroimy i wrzucamy do malaksera albo blendera. (Albo trzemy na tarce, jeśli używamy do robienia ciasta blendera ręcznego.)
  4. Dodajemy przestudzoną kaszę, mąkę owsianą, siemię lniane, proszek do pieczenia, skórkę pomarańczową, sok z cytryny, daktyle i cukier. Całość dokładnie miksujemy. 
  5. Dodajemy rodzynki i delikatnie mieszamy.
  6. Blaszkę do pieczenia smarujemy tłuszczem i przekładamy do niej masę.
  7. Ciasto pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około 40-50 minut (w zależności od tego jakiej formy używamy).
* w oryginalnym przepisie są 2 gruszki, moje jednak okazały się mało słodkie dlatego zastąpiłam jedną bananem
 ** użyłam cukru brzozowego, ale można zastąpić go jakimkolwiek. Jeśli dodamy więcej daktyli, a gruszki są bardzo słodkie można spróbować pominąć dodatek cukru
***  polewa na części ciasta pojawiła się po komentarzu mojego męża (,,it's weird"), choć ciasto pochłaniał z zapałem maniaka;) postanowiłam je nieco ,,ulepszyć". Polewa jest mieszanką kakao, cukru, oleju kokosowego oraz mleka roślinnego.

środa, 14 września 2016

Wegańskie kotleciki z ciecierzycy


Jakiś czas temu w przypływie fascynacji wegańskimi ,,omletami" kupiłam mąkę z ciecierzycy. Bezjajeczny wytwór wyszedł całkiem ok, choć z omletem łączyła go chyba jedynie...nazwa... Dałam spokój plackom z ciecierzycy udającym jajka i schowałam mąkę w ciemny kąt spiżarki. 
Na wakacjach miałam okazję próbować klopsików z ciecierzycy i choć, jak dla mnie, były zbyt tłuste- bo smażone w głębokim oleju, to jednak jakoś mnie zaintrygowały. Tak więc po powrocie do domu mąka ponownie ujrzała światło dzienne, a ja z eko-zapałem wybrałam się po resztę potrzebnych składników pozbawionych plastiku. Moim powakacyjnym postanowieniem jest tzw. bulk shopping, czyli robienie zakupów na wagę i przynoszenie do sklepu własnych pojemników. Rezygnacja z żywności przechowywanej w puszkach jest nie tylko ekologiczna, ale i egoistyczna;) Unikając stłamszonych w puszkach warzyw nie narażamy naszego organizmu na kontakt i kumulację w naszych cennych tkankach bisfenolu A (BPA). Jeśli chcesz wiedzieć więcej na temat tej substancji odsyłam Cię np. tutaj
Wiem, że gotowanie ciecierzycy i jej podobnym twardzieli wydaje się trwającą pół dnia udręką, na którą współczesny człowiek nie ma ani czasu, ani siły. Jednak spróbuj zrobić to raz a przekonasz się, że suche strączki nie są takie straszne, że jedynie instrukcja ich obsługi bywa nużąca. 
Generalnie istnieją dwa sposoby gotowania wszelkiego rodzaju fasoli. 
1. Krótsza, redukująca w 80% trudne do strawienia cukry. 
Gotujemy fasolę przez 3 minuty i odstawiamy na 2-4 godziny. Po tym czasie wylewamy wodę i płuczemy strączki. Gotujemy ponownie do miękkości.
2. Metoda wymagająca dłuższego namaczania.
Namaczamy fasolę przez co najmniej 8 godzin. Wylewamy wodę, płuczemy i gotujemy do miękkości.
No i chyba nie taki diabeł straszny;) Tym bardziej, że warto ugotować więcej fasoli, podzielić na porcję i zamrozić w słoikach.


Składniki:

  • szklanka mąki z ciecierzycy
  • 2 szklanki ugotowanej ciecierzycy
  • 1/2 szklanki posiekanej zielonej cebulki
  • 1/4 szklanki posiekanej pietruszki
  • 1 nieduża czerwona papryka
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • łyżka oliwy
  • 2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • 1/4-1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • 1/2 łyżeczki soli
  • pieprz

Sposób wykonania:
  1. Soczewicę namaczamy przez co najmniej 8 godzin. Odcedzamy, płuczemy i ponownie zalewamy wodą. Gotujemy przez około 1 godzinę.
  2. W dużej misce łączymy mąkę z ciecierzycy z przyprawami. Do suchych składników wlewamy 3/4 szklanki gorącej wody i dokładnie mieszamy. Dodajemy sok z cytryny oraz oliwę i ponownie mieszamy.
  3. Ugotowaną ciecierzyce zgniatamy za pomocą widelca (nie trzeba robić tego zbyt dokładnie).
  4. Ciecierzycę oraz pozostałe składniki dodajemy do masy i mieszamy.
  5. Formujemy niewielkie kotleciki. 
  6. Na dużej patelni rozgrzewamy 1-2 łyżki oleju i smażymy kotleciki z każdej strony przez około 3-4 minuty.

czwartek, 8 września 2016

Bezglutenowe i bezcukrowe ciasteczka owsiano-kokosowe


Z cukrowego detoksu wybiły mnie spontaniczne wakacje, na które postanowiliśmy wreszcie pojechać z moim ,,życiowym wspólnikiem". Przyznam, że nie zrodziło to we mnie wyrzutów sumienia, tak samo jak poczucia winy nie wywołało pozostawienie butów do biegania przez cały wyjazd w walizce. Sportowo-żywieniowe ambicje zawiesiłam na kołku i było mi z tym dobrze, nawet fantastycznie. Słodycze spożywałam w umiarze a ,,formalną" aktywność fizyczną zmieniłam na spacery i pływanie. ,,Odkleiłam się" od telefonu i komputera, przez tydzień starałam się po prostu BYĆ, bo czuję, że czasem tracę tą niby prostą umiejętność. Zresztą chyba nie ja jedna...
Grecja, w której ostatni raz byłam lata świetlne temu, zaskoczyła mnie przerażającą  ilością odpadów leżących niemal WSZĘDZIE. Spoczywają na plażach w ilości przeważającej spragnionych słońca turystów, z tą różnicą, że po zachodzie słońca nigdzie się nie ruszają. Choć wiele z nich zapewne pochłonie morze.  Dziedzictwo jakie zostawiamy przyszłym pokoleniom, to dramat. Dramatem jest również ogólny brak świadomości i odpowiedzialności za własne działania. Wszechobecny tumiwisizm. Świętą prawdą jest to co powiedział Marcin Popkiewicz w wywiadzie dla Gazety Wyborczej ,,Toniemy. W słonej wodzie i śmieciach".
Podczas tego wyjazdu podjęłam świadomą decyzję, że to co widzę nie zepsuje moich wakacji, nie zamknie mi oczu na naturalne piękno tego kraju, że nie będę chodzić wściekła na ludzką głupotę i lenistwo, które wygenerowały cały ten syf. Postanowiłam natomiast po powrocie do domu pielęgnować swojego ekoświra z jeszcze większą zawziętością. Na szczęście te dantejskie sceny nie zrodziły we mnie poczucia bezradności i niechęci do działania, bo przecież i tak to co robię nie uratuje świata. Nie chcę wychodzić z takiego założenia, bo takie podejście stawia mnie w pozycji ofiary, a ja nie chcę być ani ofiarą, ani też biernym obserwatorem. Chcę coś robić, pomimo że te działania mogą mieć sens dla niewielu i nie przynoszą tzw. zysków.  
Zresztą śmieci nie były jedyną rzeczą, do której moja lubiąca porządek, spokój i logikę głowa mogłaby się doczepić ale wszystko to za sprawą świadomej decyzji i właściwego podejścia nie miało znaczenia. Dzięki temu miałam fajne wakacje, z których pamiętam zachwycające wschody słońca, szum morza, piękną pogodę i smak orzeźwiającego wina. Reszta jest zjawiskiem, które przyjęłam do wiadomości i nad którym postanowiłam się nie roztrząsać. 
Teraz staram się na nowo porzucić cukier i wymówki związane z podejmowaniem aktywności fizycznej. Próbuję podchodzić do rzeczywistości z wakacyjnym dystansem. Wiem, że po drodze będą lepsze i gorsze dni, ale może warto zaakceptować tą różnorodność. Nie wszystko musi być codziennie idealne i kolorowe. 
Poniższe ciastka są świetną alternatywą dla słodyczy pochodzących ze sklepu, nie tylko dlatego, że nie zawierają cukru, ani innych dodatków, które warto omijać szerokim łukiem. Ciasteczka te można zrobić unikając całkowicie plastikowych opakowań. Płatki owsiane, wiórki kokosowe, migdały oraz rodzynki można kupić na wagę przynosząc do sklepu własne pojemniki. Olej kokosowy jest zazwyczaj sprzedawany w szklanym słoiku, który możemy później wykorzystać choćby na domowe konfitury. Warto spróbować nie tylko słodyczy bez cukru, ale i zakupów wolnych od plastiku. #zerowastecookies
 
Składniki:

  • szklanka płatków owsianych górskich
  • szklanka wiórków kokosowych
  • 1/3 szklanki mielonych migdałów
  • 2 banany
  • 5 łyżek oleju kokosowego
  •  1/2 szklanki rodzynek
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Sposób wykonania:

  1. W dużej misce umieszczamy płatki owsiane, wiórki kokosowe, mielone migdały, cynamon oraz proszek do pieczenia.
  2. W osobnym naczyniu ugniatamy banany i łączymy je z płynnym olejem kokosowym.
  3. Mokre składniki wlewamy do suchych i dokładnie mieszamy. 
  4. Dodajemy rodzynki i ponownie mieszamy.
  5. Z ciasta formujemy okołu 12 ciasteczek, które układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
  6. Pieczemy przez około 20 minut w piekarniku nagrzanym do 175 stopni.


wtorek, 6 września 2016

Makaron z cukinii z czerwoną soczewicą


Doświadczam ostatnio cukiniowej inwazji i chętnie się jej poddaję;) Żeby nie było nudno staram się wykorzystywać ją na wszelkie możliwe sposoby. Są więc sałatki, placki, ciasta i oczywiście spaghetti, które uwielbiam. Sprializer, który nabyłam jakieś trzy lata temu jest niemal w codziennym użytku. W odróżnieniu od sokowirówki porastającej przez ostatnie miesiące kurzem, to niewielkie urządzenie wykorzystuję w 100%. Lubię w nim to, że jest niewielkie, proste w użytku, łatwe do mycia i nie wymaga podłączania do prądu. 
Spiralizer zachęca do robienia fantazyjnych sałatek, albo innych warzywnych kompozycji. Dzięki tej maszynce na letnie miesiące zapomniałam o istnieniu pszennego makaronu i zupełnie za nim nie tęsknię;)

Składniki:

  • 3 utarte marchewki
  • 4 ząbki czosnku
  • 1/3 szklanki pokrojonej zielonej cebulki
  • 2 szklanki sosu pomidorowego
  • 3/4 szklanki wywaru z warzyw (można zastąpić wodą)
  • 3/4 szklanki czerwonej soczewicy
  • łyżka oleju albo oliwy z oliwek
  • 1 i 1/2 łyżeczki suszonej bazyli
  • łyżeczka suszonego oregano
  • sól, pieprz
  • szczypta płatków chilli 
  •  2 średnie cukinie

Sposób wykonania:

  1.  Na rozgrzanej łyżce oleju albo oliwy podsmażamy pokrojony czosnek i zieloną cebulkę.
  2. Dodajemy marchew i podsmażamy przez parę minut.
  3. Zalewamy sosem pomidorowym, dodajemy bazylię, oregano oraz sól, pieprz oraz płatki chilli. Mieszamy.
  4. Po chwili wsypujemy opłukaną soczewicę i dolewamy wywar z warzyw albo wodę.
  5. Zmniejszamy ogień i gotujemy całość przez 25-30 minut.
  6. W międzyczasie robimy makaron z cukinii za pomocą spiralizera albo obieraczki julienne.
  7. Spaghetti z cukinii podajemy na surowo albo podsmażamy na łyżce oleju z dodatkiem bazyli, oregano i soli.
 
na podstawie przepisu z bloga minimalistbaker.com

sobota, 6 sierpnia 2016

Pieczony falafel i domowa wegańska śmietana

Zawsze miewam problemy z odmianą i liczbą mnogą słowa falafel. Dlatego staram się używać liczby pojedynczej i unikam odmiany tego słowa przez przypadki;) No ale ten post nie ma być o językowych meandrach, w których nieustannie się gubię, ale o prostej potrawie z ciecierzycy.
Nawet nie wiem dlaczego dopiero w tym roku rozpoczęłam domową ,,produkcję" tego przysmaku. Może z obawy przed powrotem mojego małżonka do konsumpcji mięsa zaczęłam ,,grzebać" w kuchniach świata wykraczających poza indyjską, chińską i meksykańską. Przyznam, że mam tendencje do częstego robienia curry w niedorzecznych ilościach i czasem trzeba mnie przywołać do porządku, gdy zbyt długo kulinarnie podróżuję po Indiach.
Żeby nie być nudną i przewidywalną w kwestii falafela (?!;)), czasem robię  z niego smażone kotleciki, innym razem kulki, które piekę.  W lecie zdecydowanie wolę pieczoną odmianę bo jest lżejsza i świetnie nadaje się jako dodatek do sałatki. Świetnym uzupełnieniem takiej sałatki jest dresing z domowej wegańskiej śmietany, którą odkryłam w tamtym roku na blogu mnimniu. Sprawdza się idealnie nie tylko do dzisiejszej potrawy, ale także do pieczonych zmieników czy innych warzyw z grilla. 



Składniki:

  • puszka ciecierzycy 
  • 1/3 szklanki posiekanej pietruszki albo kolendry
  • 2 zielone cebulki albo 1 żółta cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 2-3 łyżki ziaren sezamu
  • 1 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • szczypta mielonej kolendry
  • sól, pieprz
  • 3 łyżki mąki
  • łyżka oleju
 
Sposób wykonania:

  1. Wszystkie składanki z wyjątkiem mąki i oleju umieszczamy w malakserze albo blenderze.
  2. Miksujemy do czasu aż składniki połączą się w nieco kruchą masę.
  3. Dodajemy stopniowo mąkę i używając funkcji pulsacyjnej łączymy ją z pozostałymi składnikami.
  4. Z gotowej masy formujemy około 10-12 kulek i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
  5. Kuleczki smarujemy olejem za pomocą kuchennego pędzla.
  6. Pieczemy w temperaturze 200 stopni przez około 20 minut.
 
Dresing z domowej wegańskiej śmietany


Składniki:

Śmietana
  • 1/2 szklanki niesłodzonego mleka sojowego
  • 1/3 szklanki oleju o neutralnym smaku
  • 1/3 łyżeczki kwasku cytrynowego
  • łyżka ciepłej wody
  • sól
Sposób wykonania:
  1.  Kwasek cytrynowy rozpuszczamy w łyżce ciepłej wody.
  2. W blenderze umieszczamy mleko, kwasek cytrynowy i sól. Miksujemy do czasu, aż mleko zacznie się pienić.
  3. Wlewamy olej i blendujemy wszystko na najwyższych obrotach.
  4. Gotową śmietanę przelewamy do zamkniętego naczynia i przechowujemy w lodówce.
  5. Śmietana po włożeniu do lodówki dodatkowo zgęstnieje.
 Dresing 
  • 1/3 szklanki wegańskiej domowej śmietany
  • 1/2 łyżeczki koperku
  • 1/4 łyżeczki kuminu rzymskiego
  • sól i pieprz do smaku
 Składniki dresingu łączymy ze sobą i odstawiamy na kilka minut.

środa, 3 sierpnia 2016

Bezglutenowe brownie z ksylitolem


Mój cukrowy detoks miał się świetnie przez kilka dni. Dokładnie do czasu, kiedy wybierając się do znajomych upiekłam chocolate chip cookies. Co prawda ciastek nie tknęłam ale pozostałam z napoczętą paczką czekoladowych kropelek do pieczenia. Już wiem czemu tak rzadko kupowałam je w Stanach, bo po rozpoczęciu opakowania moja dłoń była nimi wypełniona dopóki torebka nie okazała się pusta. Tak jak alkoholik nie powinien trzymać w domu alkoholu, tak ja nie powinnam posiadać w kuchni zapasów czekolady. Takie praktyki grożą totalną katastrofą. No cóż, po paru dniach cukrowej wstrzemięźliwości, poszłam po czekoladowej bandzie i kolejny raz muszę z wysiłkiem powracać na pozbawioną słodyczy drogę.  
Żeby w alternatywny sposób osłodzić swoje nowe, ,,pełne goryczy" życie;) postanowiłam zaopatrzyć się w ksylitol, czyli cukier brzozowy. Może to pewnego rodzaju oszustwo z mojej strony, może chęć złagodzenia nieznośnego dla mnie okresu przejściowego i myśli, że oto moje dni stają się gorzkie i nudne. Wizja samotnej czarnej kawy wypijanej dzień po dniu bez towarzystwa czegoś słodkiego napawa mnie głębokim smutkiem. 
Na jakiś czas daję ksylitolowi zielone światło, bo odkryłam że jego słodycz nie wywołuje u mnie niekontrolowanych odruchów, czyli sięgania po czwarty kawałek ciasta, albo nieustannego myślenia o zjedzeniu czegoś słodkiego. Z moich poszukiwań informacji na temat cukru brzozowego wynika, iż jest on świetną alternatywą choćby dlatego, że nie przyczynia się do tworzenia próchnicy, ma działanie antybakteryjne, jest przyjazny przy nadkwasocie żołądka, alergii i astmie. Jedyne z czym trzeba uważać, to ze stopniowym przyzwyczajaniem do niego organizmu, należy dać mu czas na wytworzenie trawiącego go enzymu. Najlepiej więc zaczynać od łyżeczki dziennie. Może warto też na tej łyżeczce skończyć. 
Ja postanowiłam potraktować ksylitol jako koło ratunkowe. Używać go wtedy gdy naprawdę czuję, że nie zwalczę cukrowej pokusy. Pierwszy eksperyment za mną. Na stronie Anny Lewandowskiej znalazłam ciekawy przepis na brownie. Oryginalna receptura zawiera cukier kokosowy, ja użyłam ksylitolu i zmniejszyłam nieco jego ilość. Ciasto i tak wyszło słodkie. Uważam, że przepis ten jest świetną ,,bazą", którą można modyfikować na wiele sposobów. Zdecydowanie brownie godne polecenia, zjadłam kawałek i nie czuję ,,cukrowej gorączki";) 
Oby tak dalej:)

Składniki:

  • 2 duże dojrzałe banany
  • 3/4 szklanki mąki ryżowej
  • 3 łyżki kakao
  • 1/3 szklanki ksylitolu (cukru brzozowego)
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • 100 ml mleka roślinnego
  • ,,jajko" lniane (2 łyżki mielonego siemienia lnianego zmieszane z 6 łyżkami wody)
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • nasiona z połowy laski wanilii
 
Sposób wykonania:

  1. W malakserze umieść banany z ,,lnianym jajkiem", ksylolitem, mlekiem roślinnym i olejem kokosowym. Miksuj prze chwilę.
  2. Wsyp pozostałe składniki i miksuj do uzyskania gładkiej masy.
  3. Masę przelej do natłuszczonej albo wyłożonej papierem do pieczenia małej keksówki.
  4. Piecz przez 40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. 
Ciasto można zrobić bez urządzeń typu malakser. Wystarczy rozgnieść widelcem banany i połączyć je z resztą składników. 

 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Sezonowy koktajl z czarnych porzeczek

Czarna porzeczka przez wiele lat była całkowicie nieobecna w moim życiu. W USA był to ,,owoc zakazany" (w wielu stanach nadal obowiązuje zakaz uprawy czarnej porzeczki), co ma związek z chorobą, która przenoszona jest z krzewów porzeczek na drzewa iglaste.
Tak więc w Polsce nadrabiam zaległości w jedzeniu tychże owoców , bo lubię ich kwaskowaty smak i zdrowotne właściwości. Szklanka tych lekko cierpkich owoców o intensywnej barwie dostarcza 338% dziennego zapotrzebowania na witaminę C. Ponadto, zawarte w nich flawonoidy hamują rozwój toksycznych związków niebezpiecznych dla naszego organizmu. Substancje te wpływają na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi, stabilizują ciśnienie tętnicze, wiążą metale ciężkie, co jest niezwykle cenną właściwością w dzisiejszych czasach.
W porzeczkach odnajdziemy rutynę, która wspomaga wchłanianie witaminy C, uszczelnia naczynia krwionośne, co jest pomocne w zapobieganiu powstawania szpetnych pajączków i żylaków. Z kolei występująca w nich kwercetyna działa oczyszczająco na drogi moczowe, więc zapobiega uciążliwym infekcją gnębiących wiele kobiet.  Zawarty w nich antocyjanom ma działanie antybakteryjne,  potrafi skutecznie rozprawić się z bakteriami E.coli, które powodują dokuczliwe problemy żołądkowe. 
Te liczne pozytywne właściwości czarnych porzeczek powinny nas zachęcić do wykorzystania w pełni krótkiego sezonu na te zwykłe- niezwykłe owoce. Może warto zrobić porzeczkowe zapasy, zamrozić nadmiar i ,,wspomagać" się nimi w jesienno-zimowe dni kiedy zaczną dopadać nas przeziębienia.
Latem warto robić porzeczkowe koktajle, które mogą zastąpić posiłek, bądź schłodzić nas w upalne dni.

  
Składniki:
  • 400 ml mleka sojowego
  • szklanka czarnych porzeczek
  • 2 banany (najlepiej mrożone)
  • łyżka płatków owsianych
  • łyżka mielonego siemienia lnianego
 
Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze i miksujmy przez kilka minut.
  
Wartość odżywcza:

energia- 501 kcal
białko- 17,8 g
tłuszcz -11,7g
węglowodany- 86,8 g
błonnik- 9g